Rita Vespa

                                           LHC

 

 

 Profesor Gustaw miał najpiękniejszą łazienkę w całym mieście. Wanna Gustawa otoczona bogatą dekoracją, często gościła na łamach miesięcznika Nowoczesne Łazienki. Jego koledzy oglądając pismo, wzbudzali w sobie niepokój i pożądanie, potem zazdrośnie żartowali z Gustawa. No cóż, mieli o czym mówić; ogromna łazienka z wyjściem na taras, wielkie lustra, bijący zegar, obrazy, rzeźby, misy i dzbany, muszle, nawet sucha ryba piła i obszerny fotel. Każdy z eksponatów miał, co najmniej sto lat. Zaś sam Gustaw nie pysznił się sławą łazienki. Codzienną kąpiel brał z przekonaniem, że woda wpływa na lepszy przepływ myśli. Właściwie, jeżeli policzyć pokaźną ilość prac naukowych profesora, niewątpliwie były to kąpiele twórcze.

Łazienkę sprzątała Emilia, żona Gustawa, bowiem on nie miał czasu na takie głupstwa. Także dzisiaj weszła przygotować kąpiel dla męża. Zamknęła okno i rozejrzała się dookoła. Zegar wybił godzinę osiemnastą. Emilia cofnęła wskazówki o godzinę i powiedziała:

Hop! Teraz pomanipulujemy wskazówkami czasu. Idzie zima, więc skoczymy godzinę do tyłu, potem wiosną skoczymy do przodu. Panie zegarze, to mały wysiłek z pana strony, to zaledwie maleńka godzina. Refleksyjnie rzecz ujmując, to czasu nie ma w ogóle, tylko, dlaczego jego ząb, zaczyna mnie kąsać nieznośnie? Dla Gustawa czas jest wesoły, nieskończony i fascynujący, Gucio nawet próbuje go zwijać i wykręcać w różne strony. Dla mnie zaś, jest krótki, ma początek i koniec, na dodatek zawsze nieubłagany i jakże niesprawiedliwy. Ale dzisiaj, powtórzona godzina, będzie tylko dla mnie. Teraz ja wezmę kąpiel! Włączę muzykę, wejdę do wanny i zatopię się w marzeniach. Może coś przyczłapie do mojej głowy, może dokonam niespodziewanego odkrycia, według wzoru kąpieli Gucia.

Emilia swobodnie zaczęła naśladować męża. Podeszła do magnetofonu i włączyła muzykę, potem puściła wodę do wanny. Szczęśliwa zaczęła rozpinać odzież; przyjemna kompozycja rozkosznie harmonizowała z szumem wody.

Nagle, muzyka ucichła i zaczęło się inne nagranie. Słychać było chrząknięcia, szepty i głos profesora Gustawa, który wykładał studentom. Zdziwiona Emilia zakręciła kran i z uwagą śledziła słowa męża:

-...Z tego, co przed chwilą mówiłem o wielkich dokonaniach fizyków, możecie wysnuć wniosek, że prosta myśl jest siłą nauki. Prosta, piękna twórcza myśl jest jak kobieta w ciąży, przygotowana do zrodzenia dzieła. Wasze dzieła, to będą wasze dzieci. Wasze dzieła powinny być odróżniane od innych, jak melodia waszego głosu. Niech każdy pomyśli nad własną intonacją głosu. Być może mówicie akcentem zmanierowanym, zapożyczonym od kolegi. Śmiejecie się, tak, tak. Teraz sprawdzimy, czy harmonijnie stroiliście swoje młode mózgi. Zadaję pytanie - kto z was uczył się nut i grał? Oho, tyle rąk w górze! Takiego roku nie miałem od dwudziestu lat! Będzie z was wspaniała orkiestra naukowców. Nie ma fizyki bez muzyki, to jest moja dewiza. Wracam jeszcze do sprawy bycia sobą, tu najlepiej posłużyć się przykładem z życia wziętym. Otóż kochani, wchodzę do domu i widzę obcą kobietę. Pytam: przepraszam, gdzie jest moja żona? Kiedy odezwała się, poznałem ją głosie! Gdy moja żona zmienia wygląd z brunetki na blondynkę, na szczęście, swojego głosu nie zmienia. Jakby udawała cudzy głos, słowo daję, miałbym kłopot. Jestem bardzo przywiązany do głosu mojej żony. Kiedy jemy kolację, lubię słuchać jak mówi. Choć to, co mówi, należy traktować, jako osobliwości, niewątpliwie. Teraz moje dzieci wracamy do tematu o istocie prostoty w...

Zaległa cisza. Powrót łagodnej muzyki wyrwał Emilię ze zdumienia. Siedziała na brzegu wanny i głęboko oddychała. Spoglądała na magnetofon mówiąc zdecydowanie:

- Moje dzieci... Moje dzieci... No tak Guciu, z żartami o twojej żonie, ciężka nauka staje się prosta i lekkostrawna! Jesteś sprytny Guciu! Tam, w auli uniwersytetu siedzą twoje dzieci! A gdzie moje dzieci? Nie ma! Ty Guciu, masz dzieci, masz łazienkę, zazdrość kolegów... Ja chciałam mieć, po prostu, chociaż jedno dziecko. I tą moją prostą myśl zawsze rozwlekałeś, zwodziłeś, odsuwałeś, aby na końcu wyrzucić do śmieci. Wyrzuciłeś do śmieci dla swojej wygody. A co dla mnie zostało w garści? Twoja nauka, żeby być sobą! Więc będę sobą i powiem, co myślę. Oświadczam przed panem zegarem, moim wieloletnim świadkiem: Guciu, jesteś ostatnim samolubnym bożkiem na tym świecie. Do tej pory przytakiwałam ci, że prosta jest prostą, choć byłam przekonana, że prostej nie ma. Nie ma też kąta prostego, zaś prosty ideał panoszy się w osobliwościach, bliskich tylko tobie. Moje przyziemne sprawy są zawsze skomplikowane, pełne niespodzianek, które zmieniają tor pragnień. I teraz Guciu, czeka ciebie niespodzianka. Teraz sięgnę do łatwej prostoty. Po prostu, odejdę od ciebie i twoich dzieci, które hołubisz. Nie będę sobie zawracać głowy sprzątaniem łazienki. Odchodzę. Ale najpierw wezmę rozgrzewającą kąpiel.

Stała przed lustrem i mierzyła wzrokiem piękne ciało. Wyciągnęła ręce i objęła przed sobą urojoną kulę, potem podrzuciła ją do góry i strzepnęła z dłoni resztki marzeń, gdy nagle...

Przez drzwi łazienki wtoczyła się do środka ogromna stara balia do kąpieli, pchana siłą profesora fizyki, Gustawa. Podśpiewując przemieścił balię pod okno i gdy zauważył Emilię, powiedział:

- Kupiłem nową balię, ma najmniej sto lat, ale piękna! Ciekawe, kto brał w niej kąpiel. Uzyskałem dzisiaj dodatkowo całą godzinę i postanowiłem ten czas wykorzystać na niespodziankę dla ciebie. Hej, co robisz przed lustrem?

Przyglądał się żonie z zaniepokojeniem, ciekaw, co ona wyczynia. Emilia tymczasem głaskała wdzięcznie swoje włosy, ramiona, kiwała lekko biodrami nadal podziwiając odbicie w lustrze. Milczała tajemniczo i nawet nie zerknęła w kierunku balii. Gustaw podszedł do żony, objął ją i szepnął do ucha:

- Pamiętasz, jak zobaczyliśmy się pierwszy raz? Co powiedziałem? Jesteś moim pierwszym odkryciem, Eureko!

- Mam na imię Emilia, odpowiedziałam wtedy. - Szepnęła.

- Dla mnie będziesz zawsze Eureką. Fascynujesz mnie.

- Fascynujesz mnie. - Powtórzyła.

- Jak dobrze mi w twoim cieple. -  Delikatnie przytulał się Gustaw.

- Jak dobrze mi w twoim cieple. - Powtórzyła.

- Kocham cię, jesteś moją muzą. - Rzekł i mocno przycisnął Emilię do lustra.

- Kocham cię, jesteś moim natchnieniem. To lustro, takie zimne – Zadrżała. Gustaw przyniósł ręcznik i już miał podać żonie, kiedy nagle rozpostarł go szeroko i objął nim oba ciała. Zdarzenie to odbiło się w lustrze i przez dłuższą chwilę widać było jedno ciało. Emilia przeciągnęła ręcznik na swoje ramiona.

- Teraz ja biorę kąpiel.

Gustaw uśmiechnął się, gestem zapraszającym pokazał wolną wannę i puścił z kranu ciepłą wodę. Wychodził z łazienki uspokojony, w drzwiach pomachał serdecznie na pożegnanie. Emilia już tego nie widziała, była pochłonięta nową ideą. Zgłośniła muzykę, położyła ręcznik obok wanny i weszła do wody.

- Teraz ja się kąpię. Teraz będę tylko dla siebie. Woda mnie ukoi, wypłucze z rozczarowań i dopadną mnie nowe pasje. Stanowczo tak, jestem otwarta na nowe horyzonty, czekam.

Zamknęła oczy, spokojnie rozluźniła ciało w wodzie i poddała się ciekawej melodii, która płynęła z magnetofonu. Gucio wiele razy ją przekonywał, że cały świat to drżenie fal muzyki. Teraz próbowała wyłonić obraz z głębi duszy: drżąca Emilia i kosmiczna orkiestra. Kiedy zaczęła rozmyślać o dźwiękach z kosmosu, wizja skomplikowała się. Nie umiała poradzić sobie z nadmiarem ciszy, tkwiącej złowieszczo w niebie. Z przerażeniem zacisnęła mocniej powieki i zamiast Emilii wśród gwiazd, ukazała się jej balia stojąca pod oknem, prezent od Gustawa. Z ulgą otworzyła oczy.

- Nie będę swojej głowy zaśmiecać kosmosem. Balia zawala miejsce, pewnie myszy po niej łaziły. Ja jej nie dotknę, Gucio sam będzie czyścił to kostropate okropieństwo.

W tym momencie zauważyła, że woda w wannie podniosła się do góry, powolutku doszła do brzegu i przelała się ciut na podłogę. Rozgrzana Emilia szeptała:

- Stało się, muzyczna kąpiel działa, przybywa jakieś natchnienie! Jakież to ekscytujące uczucie, zaraz wyrosną mi skrzydła i odlecę. Teraz wiem, dlaczego Gucio pluszcze się w wannie przy dźwiękach melodii.

Jeszcze nie ochłonęła z wrażenia, kiedy pośrodku wody zauważyła maleńką wysepkę. Emilia powolutku podniosła się do góry i zobaczyła, że jest w ciąży! Wyciągnęła przed sobą ręce i objęła delikatnie brzuch.

- To, dlatego woda przybrała w wannie...

Nareszcie spełniło się jej marzenie. Ale, jak zwykle, sprawa skomplikowała się, bo w następnej chwili usłyszała trzask drzwi do mieszkania. Wyszła z wody i usiadła na brzegu wanny. Wzięła ręcznik i zwinęła w kłębek. Przytuliła zawiniątko do policzka i delikatnie lulała, cicho szepcząc:

- No tak, Gucio jak zapowiedział, tak zrobił, poszedł precz. On nie będzie pracować przy dziecku, on się takimi głupstwami, jak piastowanie dziecka nie będzie zajmował, on nie jest do tego stworzony. On lubi gotowe dzieci, grzecznie wychowane i mądre. Więc posłuchaj mały, jak urośniesz i wszyscy będą ciebie podziwiać – on wróci. Podaruje ci łazienkę razem z tą okropną balią, a ty zgodzisz się na to. Ale teraz jesteś tylko mój i ten szczęśliwy czas tworzenia dziecka nie zmarnuję. I pamiętaj - jesteś unikalny. Tutaj zgadzam się z Guciem, nic się nie powtarza, ani głos ani atom. Kocham cię.

Emilię ogarnęła odpowiedzialność, nawet nie chciała żartować z panem zegarem. Wstała i szybko wyszła z łazienki. Czas zaczął ją gonić. W pustej łazience ucichła czarowna melodia i zaległa cisza. Ale za chwilę, rozległ się dudniący łomot i trzask. Była to nowoczesna, jakby kosmiczna muzyka. W tle słychać było głos młodego człowieka, który śpiewał namiętną piosenkę o miłości wśród gwiazd, pod tytułem: Large Heart Collider*.

Pan zegar, znów wybił godzinę osiemnastą.

 

                

                            Ilustracje: Maciej Jędrysik

       

 

 

 

*Large Heart Collider – Wielki Zderzacz Serc

 

Powrót                        LHC © Rita Vespa 10.09.2008