PAN BIRILLO

R I T A   V E S P A  ●  P  A  N   B I R I L L O

 

 

             

                                      „…Od czubka nosa, do końca ogona wytrzepała wspomnienia...”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 W ciemnym przedpokoju rozchodził się falami smród alkoholu, wymieszany z dymem papierosowym, oraz głos pana Birilla, który szukał brakującej odzieży.

- Aza, gdzie podział się mój drugi kapeć, Aza kapcie, daj kapcie.

Drzwi do pokoju gościnnego były zamknięte, a spod szpary przebijało światło lampy, więc pan Birillo nacisnął klamkę, ale ktoś zamknął drzwi na klucz od środka.

- A co to za zamykanie drzwi, kto kręcił przy zamku, natychmiast otwierać!

Zza drzwi usłyszał krótkie warknięcie, potem cienkie westchnienie, które przeszło w bardzo niski głos.

- Auuuu u!, ymmm ym to ja, Aza, zamknęłam drzwi.

Pan Birillo szarpał za klamkę.

- Co słyszę? Jak śmiałaś zamknąć drzwi, jakim prawem?

- Zamknęłam, bo chcę mieć spokój, wieczorem pan okropnie brzydko pachnie a ja mam niezwykle czuły nos, poza tym ciągnie mnie pan za uszy i ogon, a to boli. Kapcie ułożyłam grzecznie przed fotelem. - Powiedziała Aza.

- A to bezczelna suka, suka! - Walił pięścią pan Birillo w drzwi z całej siły, aż nagle przestał i zaległa dłuższa chwila ciszy. - Zaraz, stój. A w ogóle, to jak to jest, że pies mówi, przecież pies normalnie nie mówi. Zresztą dobrze, że nie mówi, bo co to by było, jakby pies mówił i miał coś do powiedzenia. Pies ma słuchać i tyle, a nie mądrzyć się. Otwieraj, bo pożałujesz. - Zdenerwowany pan Birillo sapał i szarpał za klamkę jedną ręką, a drugą walił pięścią.

Zza drzwi znowu usłyszał głos Azy:

- Otóż to, pies zaczął mówić, bo pies zdobył się na odwagę, w celu powiedzenia prawdy. Mam nadzieję, że pan weźmie pod uwagę psi głos. Zapomniał pan, o co ciągle mnie prosił: - Aza daj głos! Więc, proszę bardzo, daję głos: pies wszystko rozumie, a pan psa nie rozumie, nawet nie stara się zrozumieć. Już powiedziałam, nie lubię szarpania za uszy i za ogon, mdli mnie od dymu z papierosów i zaduchu po alkoholu. Zamknęłam się i mam spokój, niech pan to uszanuje.

Ale wściekły pan Birillo już nie słuchał, co pies ma do powiedzenia, tylko zaczął kopać w drzwi.

- Czekaj ty suko, już ja cię nauczę posłuszeństwa. Wykopię te drzwi, założę kaganiec i kijem obiję jak psa, pożałujesz.

- Niech pan nie grozi, bo mam ostre zęby i ugryzę pana bez wahania, żeby ratować się. Poza tym, może ktoś usłyszeć awanturę i sprowadzi pomoc. Ooo, ja tu mam telefon, zaraz zadzwonię i przyjedzie GAPA.

Niski, spokojny głos Azy rozzłościł pana tak mocno, że poszedł po narzędzia do wybicia drzwi. Po paru minutach wrócił, zaczął walić jak oszalały w zamek, ale ciężkie drzwi, mocne zawiasy i zamek, szybko nie poddały się. Dopiero potężne dłuto a potem łom, posłuszne w rękach Birilla, wyłamały zamek. W progu pokoju gościnnego stanął spocony pan Birillo, w lewej ręce trzymał kaganiec a w prawej kij; zza okularów spoglądały mętne, błędne oczy szalonego człowieka, który budził zarówno strach i politowanie.

Aza stała na łóżku, najeżona i pokazywała wszystkie swoje zęby, gotowa w każdej chwili do skoku. Pan Birillo z trudem wydobywał słowa, za którymi szły fale tytoniowo - alkoholowego smrodu, prosto w Azę.

- To ja, żywię cię, wyprowadzam na spacer, pielęgnuję, szczepię na wściekliznę, a ty śmiesz ząbki pokazywać na swojego pana. Zaraz założę kaganiec i obiję jak psa. Będziesz skamleć, a potem: albo będziesz potulna jak baranek, albo wyrzucę na zbity pysk; takiej starej suki, nikt nie będzie chciał zabrać do domu, hycel i sępy, tak, hycel...

W tym momencie pan Birillo zamilkł, bo przy słowie hycel, Aza przestała szczerzyć zęby, tylko postawiła uszy i zamachała przyjaźnie ogonem.

- A co to, co tak pies macha ogonem, z czego pies, tak cieszy się, co? -  Wybełkotał pan Birillo, pozbawiony raptownie motywacji, do zbicia Azy jak psa.

Kiedy tak stał i kombinował nad strategią ukarania nieposłuszeństwa, usłyszał za sobą głośne chrząknięcie, więc odwrócił się w stronę przedpokoju. Zobaczył w tej chwili powód radości Azy: trzech jednakowo ubranych na czarno panów, w czapkach z wyraźnym napisem GAPA.

     

 

              

 

 

- Dobry wieczór, to my, GAPA, czyli Grupa Asów Przeciw Agresji. Nie jest nam wcale przykro panie Birillo, z radością zabierzemy pana do aresztu za zakłócanie spokoju mieszkańcom, oraz grożenie istocie bezbronnej, tym oto kijem. Pan, panie Birillo, pojedzie z nami. Najpierw na odtrucie alkoholowe, na oko będzie ze dwa promile. - Powiedział jeden z przybyłych funkcjonariuszy porządku publicznego i gestem wskazał drogę do drzwi wyjściowych.

Ale pan Birillo był przekonany, że ktoś zrobił mu dowcip.

- Przepraszam, jaka grupa? GAPA? To panowie ornitolodzy! W takim razie, jakim prawem włamaliście się do mojego domu!

- Jeżeli będzie pan stawiał opór, to założymy kaftanik. - Powiedział jeden z asów GAPY. Niestety, kaftan bezpieczeństwa przydał się, bo pan Birillo był zbyt oburzony na zaistniałą sytuację. Kopał zawziętych „ornitologów”, oraz bronił się w mowie obronnej, nie pozbawionej chytrej logiki:

- Mnie aresztujecie, za co? Że groziłem? To ja zostałem sprowokowany! Ona jest sprawcą tego zamieszania. Niestety, to moja suka, ale możecie ją zabrać, bo pokazuje zęby, niewdzięczne zwierzę. Kto to słyszał, aby suka mówiła, to jest nienormalna sytuacja, zupełnie idiotyczna! Do tego zamknęła się w pokoju gościnnym. Ja owszem, po trudach dnia, lubię sobie wypić odrobinę wódeczki, to zawsze łagodzi napięcia, ale nigdy nie słyszałem, żeby Aza miała o to pretensje. Pies nigdy nie gadał, a słuch mam dobry, wyrobiony owszem, Verdi, Czajkowski i Mozart. Mozart panie władzo, Mozart dobry w każdej sytuacji. Ale dlaczego teraz Aza gadała, może ja rzeczywiście za dużo wypiłem i mam wizje. Faktem jest, że zwierzęta nie mówią. Panowie, proszę o niski wymiar kary. Przyznaję, zwariowałem, przecież pies nie mówi ludzkim głosem. Poddaję się, tylko puśćcie mnie, do jasnej cholery, precz z łapami. - Tak pod koniec monologu, krzyczał pan Birillo, ale nikt go nie słuchał, mógłby równie dobrze szczekać.

Kiedy GAPA wyszła z aresztantem, Aza nawet nie spojrzała, czy kapcie leżą równo przed fotelem. Usiadła na dywanie i z uwagą przez chwilę czuwała, czy Birillo nie wraca. Psem targały mieszane uczucia.

Zaczęła uu, uu śpiewać, tańczyć, skakać.

- A może to ja, w przyszłości, kiedyś, Birilla zaszczepię na wściekliznę...

Potem pomyślała, że jednak Birillo pod wpływem „wypitego humoru”, robił wrażenie sympatycznego pana. Wtedy, na przykład, jak chciał założyć kapcie, prosił w obcych językach: - Aza, le ciabatte, s’il vous plait. - Przy okazji klepiąc psa, dodawał: - Dobry, dobry pies, mądry pies.

Aza po tych przemyśleniach, porządnie, od czubka nosa, do końca ogona wytrzepała wspomnienia, wskoczyła na łóżko i wtuliła się w poduszki.

I oto przed Azą spokojna noc.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ilustracje: Katarzyna Jędrysik - Castellini

Powrót        Copyright © Rita Vespa 2010