Rita Vespa

CO KACZKI WIDZIAŁY

 

       Leciały po niebie dzikie kaczki i machały skrzydłami do ludzi pracujących w polu. W całej okolicy tylko Janek leżał w trawie przeciągając się leniwie.

  - Kwa, kwa, trzeba, kwa, Janka, kwa, do pracy, kwa, zagonić, kwak! - Kwakały jedna za drugą i poleciały nad jezioro.

 Janek obserwował kaczki i pomyślał, że chętnie zjadłby jedną kaczuszkę na obiad. Poczuł głód, więc wstał z trawy i poszedł do chałupy coś zjeść. Ale w kuchni babcia nakrzyczała na Janka, że jest leniem i nie dostanie nic do jedzenia .  

- Pobiegnij do jeziora i złów rybę na obiad. Tylko pospiesz się leniuchu bo zaraz będzie południe a w garnkach pusto. Najwyższy czas, abyś wziął się do roboty!

Pierwszy raz babcia była tak niegrzeczna dla Janka, nie pojmował co się babci stało.

Poszedł nad jezioro, zapuścił wędkę i rozłożył się wygodnie na ciepłym piasku. Długo żadna ryba nie przypływała i zaczął przysypiać, gdy z zarośli zaczęło coś popiskiwać. Janek zaciekawiony wstał, odgarnął sitowia i zobaczył maleńką dziką kaczuszkę zaplątaną w szuwarach. Wziął ją do ręki i delikatnie pogłaskał. Zmęczona kaczusia wtuliła swój uśmiechnięty kaczy dzióbek w ciepłą dłoń człowieka i natychmiast zasnęła.  

- Jeszcze nic piękniejszego na świecie nie widziałem.

Przyglądał się  śpiącej kaczce, a kiedy otworzyła oczy włożył ją do wody.

- Płyń do mamy. - Powiedział, ale kaczka przyczłapała do niego, Janek zrobił krok, a ona za nim. Wziął ją znowu do ręki i rozejrzał się dookoła, kaczej mamusi nie było nigdzie.

- Zabieram cię, jutro poszukamy twojej mamusi.

Przyszedł do domu z kaczuszką, a babcia czekająca na rybę do obiadu postukała się w głowę:

- Ale jedzenia przyniosłeś!

Na drugi dzień Janek też nie znalazł kaczej mamy. Postanowił sam kaczuszkę wychować. A, że kaczusia musiała coś jeść, gdzieś mieszkać i bardzo lubiła pływać, nie było innej rady, Janek postanowił wziąć się do pracy.

Wykopał staw, posadził gęsto sitowie, wpuścił tam wiele małych rybek, a żaby same przyszły. Zaorał też kawał ziemi i posiał pszenicę.

- I nagle jak w bajce. - Powiedziała babcia. - Przed domem w stawie pełno ryb i kumkających żab, wśród sitowia i rzęsy pływa kaczusia, robi fikołki w wodzie, zaraz na piasku wysuszy skrzydła i natłuści pióra, potem przydrepcze do Janka po garść pszenicy.

Od tej pory babcia była szczęśliwa, bo ryby miała do obiadu pod domem. Za to Janek planował powiększenie gospodarstwa. Właśnie kończył budowę pomostu przy brzegu swojego stawu, gdy usłyszał plusk lądującej kaczki i rozległo się ciche:

- Kwa, kwa, kwak.

Ale to nie był donośny głos kaczusi! Janek podniósł głowę i zobaczył, że obok jego kaczki pływał piękny, zielonogłowy kaczor. Kaczor przepłynął wzdłuż stawu po czym wzbił  się w powietrze, wysoko nad drzewa, a w ślad za nim poleciała  najmilsza  na świecie kaczka.

   - Moja kaczuszko kochana wracaj, dla kogo będę żył i pracował! – Wołał ze łzami w oczach. Podeszła babcia i Janek pokazał bezradnie na niebo:

- Moja ukochana odleciała.

- Głupi człowieku, to tylko obiad odleciał. - Powiedziała babcia i postukała się w głowę.

Ale kaczki zatoczyły koło na niebie i wróciły na staw. Potem, ku radości Janka i babci,  na brzegu w krzakach założyły gniazdo usłane z wierzchu puchem, kaczusia zniosła osiem jajek w kolorze kremowym, z których wykluły się śliczne, żółte w brązowe plamki małe kaczuszki.

Najpiękniejszy był widok, jak dumna mama - kaczka pływała po stawie, a za nią rzędem osiem malutkich kaczuszek.

Jesienią wszystkie kaczki Janka zaczęły się szykować w nowe piórka, aby odlecieć do ciepłych krajów. Wreszcie wystartowały, ale najpierw zatoczyły koło nad stawem Janka głośno kwacząc:

- Kwa, dziękujemy Janku, kwa, wiosną, kwa, wrócimy tu założyć gniazda, kwa.  Kwakały jedna za drugą i powoli zniknęły na niebie.

Jak wykwakały tak zrobiły. Kwak!

 

 

 

 

 

 

 

 ◄HOME                 Copyright © Rita Vespa 2011                Grafika: Ant