Rita Vespa
KOCIE DRZEWO

 „...Na co ci ptaki?...”

                                                             

                                                               

                                                        

 

 






1. „Po co Wiedźma przyszła?”

Szewc pracował przy oknie. Za oknem widać było wybrukowaną uliczkę, po której  dreptała znana w miasteczku zielarka. Weszła do szewskiej pracowni, spojrzała na półkę z przyborami i powiedziała:

- Proszę o klej, grubą igłę, dratew i trochę skóry.

Szewc często kupował u niej przyprawy, zioła i bardzo lubił tę mądrą kobietę, nazywaną przez mieszkańców Wiedźmą. Pomyślał, iż biedaczka sama chce naprawiać swoje stare obuwie, więc postanowił dać zielarce nowe buty za darmo. Zdjął z półki odpowiednią parę i rzekł:

- Kobieto, samej buty skleić trudno. Bierz nowe, dasz mi za nie ziół, bo od stukania boli mnie głowa.

Podał jej wygodne buty, ale zielarka pokręciła głową, coś pomruczała, po czym machnęła ręką i uciekła.

W drzwiach minęła się z dziewczętami, Kamilą i Izabelą, które akurat wróciły ze szkoły.

- Och tato, jaki cudowny dzień! Koniec szkoły! Wakacje! Spójrz, jakie przyjemne, letnie sukienki uszył nam tata Izabeli. Ja poprosiłam aby doszył mi kieszonki, zobacz!

Szewc podziwiał sukienki i zaproponował:

- To ode mnie, dostaniecie nowe buty, wybierajcie: sandałki albo klapki, a może półbuciki.

Dziewczęta zaczęły przymierzać buty a Kamila zapytała:

- Tato, co chciała zielarka, przecież ona nigdy nie przychodzi do miasteczka.

-Prosiła o mocny sznurek, igłę, klej i trochę skóry. Widać buty przetarła. Chciałem jej dać nowe, ale zawstydzona uciekła.

Kamila dobrała sobie zielone sandałki do sukienki i powiedziała:

- Daj mi te rzeczy dla zielarki, to jej zaniosę. Tak mnie ciekawi, co ona z tym zrobi. Przyniosę ci od niej przy okazji ziół na ból głowy. Izabela pójdziesz ze mną?

Izabeli przypasowały półbuciki do niebieskiej sukienki i podziękowała:

- Och, jak jestem panu wdzięczna za nowe buty. Teraz pójdę w nich do Wiedźmy, zobaczymy co wymyśliła.

Szewc  podał Kamili przybory o które prosiła zielarka, i powiedział:

- Sam jestem ciekaw, po co Wiedźma przyszła?

 

2. „Co tam robi kocur?”

Kamila i Izabela poszły do zielarki, która mieszkała, tuż za miasteczkiem, pięknie położonym wśród wzgórz. Na drabinkach opartych o chatę suszyły się zioła, obok za lipą stał ul i Kamila pokazała go Izabeli:

- Jak byłam mała to myślałam, że pan Ul połyka i wypluwa pszczoły a w głowie trzyma miód. Wtedy, Wiedźma zdjęła mu słomiany kapelusz i mogłam zajrzeć do wnętrza. Pokazała mi jak pszczoły zaklejają wszystkie szpary w ulu, specjalnym kitem pszczelim, żeby im nie wiało. Ciągle pamiętam jak pachnie ul w środku, inaczej niż miód.

Izabela była pierwszy raz u zielarki i z ciekawością rozglądała się dookoła:

- Tylko nie otwieraj ula, wierzę ci na słowo, że to wstrząsające przeżycie.

Po cichu podeszły do okna i zajrzały do izby. Pośrodku na ziemi siedziała Wiedźma a wokół niej leżały porozrzucane kartki. Kobieta próbowała papiery prostować, potem układała na stosie. Kamila domyśliła się, do czego miały służyć przybory szewskie i powiedziała:

- Zobacz Iza, to chyba księga ziół, teraz już wiem po co jej przybory szewskie, do reperacji księgi. Jestem niezwykle ciekawa, co tam jest w środku, pewnie jej tajemne przepisy.

Dziewczyny podeszły do drzwi i Kamila zastukała. Zielarka odezwała się: 

- Jestem zajęta. Kto tam mnie niepokoi!?

Kamila powoli nacisnęła klamkę i wsunęła głowę:

- Proszę pani, to ja, Kamila, córka szewca. Ojciec przysyła klej, dratwę i trochę skórek o które pani prosiła.

Zielarka spojrzała z zastanowieniem i powiedziała

- Wejdźcie, połóż na stole co przyniosłaś. Tylko nie gap się na moją księgę. Tam nie ma nic ciekawego dla ciebie.

Ale w Kamili tylko zagotowała się ciekawość i powiedziała:

- Proszę mi wierzyć, mądrych ksiąg ja nie pojmuję. Widzę, że pani stara się naprawić księgę a ja chętnie pomogę, Iza, moja przyjaciółka, też się przyda.

Zielarka powiedziała:

- Może masz rację. Młode palce masz i zwinne. Zresztą i tak nic nie zrozumiecie z tych starych przepisów na zioła. To są tajemnice tylko dla wiedźmy, takiej jak ja.

Wstała z podłogi i zarządziła:

- Poukładajcie strony w kolejności, zszyjcie je dratwą. Potem trzeba założyć okładkę i na koniec, mocno zaklejcie grzbiet księgi skórką. Napisy na grzbiecie sama zrobię. Pracujcie a ja tymczasem przygotuję ziół dla szewca.

Zielarka przesypywała zioła, ale kątem oka zerkała czy dziewczyny nie podczytują tajemnic z księgi.

Kamila i Iza wzięły się do pracy, dyskretnie próbując coś z ilustracji i zapisków zrozumieć. Oczy przykuwały wystudiowane rysunki roślin z pachnącej, szalonej łąki, zaś w księdze panowała dyscyplina. W szeregu ustawione ptaki miały w dziobach jagody a małe myszy, grzecznie trzymały nasiona w łapkach. Zapracowane owady wystawiały odwłoki z kwiatów. Tajemne znaki, pokraczne szkice członków ludzkich i zwierzęcych straszyły, ale jednocześnie pobudzały wyobraźnię.

Jedno co dziewczęta rozpoznały, to mapę góry, zwaną Górą Matki. Na szczycie góry był namalowany wielki, kolorowy owoc jabłka z zielonym listkiem; nad jabłkiem wzlatywały ptaki i owady. Górę obejmowała ogromna, piękna kobieta. Pod górą leżały nieczytelne znaki, na których spał czarny kot.

Kamilę i Izabelę zachwyciła tajemnicza strona, ale szybko włożyły ilustrację do środka. Kartki księgi zszyły i zakleiły grzbiet skórką.

Zadowolona zielarka podała dziewczynie zioła dla szewca i rzekła:

- Ta księga ma pięćset lat, wy ją uratowałyście. Co chcecie za swoją pracę?

 Kamila nie chciała się przyznać, że podejrzała rysunek z górą, ale ciekawość jej była silniejsza, więc poprosiła:

- Widziałam jak pani zbiera zioła na Górze Matki, ale jabłoni tam nie widziałam. Błagam, proszę grzecznie, niech pani powie, co to jabłko i ta kobieta znaczą?

Izabela zaś spytała:

- I co tam robi kocur?

Zielarka wzięła do ręki wielką księgę, otworzyła na stronie z mapą góry i rzekła:

- To jest jedyna, bezużyteczna dla mnie karta w tej księdze.

Spojrzała uważnie na obrazek, po czym wytłumaczyła, co tajemnicza ilustracja może znaczyć:

- Akurat jutro jest jedyny poranek, raz na pięć lat, kiedy można zdobyć zaczarowaną pestkę. Kto wejdzie sam, cicho, o świcie na teren Góry Matki i będzie miał szczęście, znajdzie dróżkę do spiżarni nimfy Meli. Ze spiżarni można wziąć tylko jedną pestkę. Pestkę trzeba pokropić łzami, aż wypuści pierwszy kiełek. Potem, należy wsadzić ożywioną pestkę do ziemi a wyrośnie natychmiast drzewo, które da właścicielowi pomyślność na całe życie. Bywa, że jedne drzewa tworzą koncerty ptasie, inne opowiadają bajki. Co tam robi kot nie mam pojęcia, widać że śpi. Powtarzam tylko legendę o górze. Dawno temu, miała tu zamek bogini Matka. Ona założyła osadę, która jest teraz waszym miasteczkiem. Mela to jej córka; ta ciągle młoda nimfa, ma tajemną spiżarnię na górze. Zbiera najlepsze nasiona, potem je zaczarowuje. I tyle. Dla mnie, to taka sobie, stara opowiastka.

Pokazała palcem na młodą kobietę, która obejmowała górę i powiedziała:

- To z pewnością nimfa Mela. Wiele razy byłam po zioła na Górze Matki i nigdy spiżarni nie widziałam. Poza tym, nie rosną tam drzewa owocowe, tylko pinie albo krzaki i zioła.

Zielarka zamknęła księgę i podała Kamili woreczek ziół dla szewca. Kamila ukłoniła się:

- Dziękujemy pani za fascynującą opowieść. Jeszcze przyjdziemy, nie raz, po zioła. Do widzenia.

- Do zobaczenia i życzę wam tyle dobrego ile sobie życzę!



3. „Pies zawsze wie najlepiej!”

Dziewczęta wracały do miasteczka i żartowały ze spiżarni nimfy Meli. Góra Matki to był ich ulubiony teren do spacerów; zbieranie poziomek latem, zimą wesoła zjeżdżalnia na sankach. Kamila powiedziała:

- Teraz będę się bała chodzić na górę. Ten kot mnie przeraża, obudzi się i będzie gryzł. A, jeszcze to wielkie jabłko stoczy się na głowę i będzie po mnie!

Izabela śmiała się i dodała:

- A ja się nie boję, weźmiemy mojego psa, przegoni kota a potem wywącha spiżarnię. Wyruszamy przed wschodem słońca!

Kamila zatrzymała się i po chwili zadumy rzekła stanowczo:

- Iza, idziemy! Pierwszy raz zobaczymy wschód słońca z góry Matki. To może być niesamowite przeżycie…

Izabela zaś spytała:

- A psa mam brać na ten wschód słońca, czy nie?

Kamila odpowiedziała:

- Jego spytaj, pies zawsze wie najlepiej! Czekam na ciebie o piątej rano u mnie przed domem. Jak nie przyjdziesz punktualnie, idę sama.

 

4. „Zysk można znaleźć nawet w śmiesznych bajkach!”

Izabela wróciła do domu z wieścią, że rano idzie z Kamilą na górę Matki:

- O piątej rano wyruszamy z Kamilą po zaczarowane pestki, do spiżarni nimfy Meli. Taka okazja zdarza się raz na pięć lat.

Ojciec Izabeli zatrzymał maszynę do szycia i spytał:

- Dlaczego tak rano?

- Byłyśmy po zioła u Wiedźmy i reperowałyśmy tajemną księgę, która jest bardzo stara. Zielarka zdradziła sekret z tej księgi. Akurat jutro jest taki moment, tylko o świcie, że można zaczarowaną pestkę zdobyć. Wystarczy poszukać spiżarni. Potem trzeba uronić na pestkę łzę i posadzić w ziemi. Bogactwo będzie zapewnione.

Krawiec wysłuchał wszystkich szczegółów z pobytu córki u zielarki i powiedział:

- Muszę się zastanowić. Z was wszystkich, tylko ja wstaję o świcie.

- Ojcze, to taka opowiastka. Przy okazji zobaczymy wschód słońca ze szczytu góry Matki.

- Może masz rację z tym słońcem. Ale, nie można tracić okazji, żeby się wzbogacić. Zysk można znaleźć nawet w śmiesznych bajkach! Moja droga, biorąc sprawę poważnie, to nie jest wyprawa dla młodej panienki. Zostaniesz w domu, ja sam zdobędę pestkę dla ciebie. Czy w księdze było napisane, że to Izabela ma osobiście szukać pestki?

- Ojcze, ja nie wierzę w te dziwy ze starej księgi, ale jeżeli się o mnie boisz, to wezmę psa.

- Już postanowiłem, zostajesz w domu!


5. „Starał się stąpać tak cicho, żeby być cichszy od myszy” 

Krawiec bał się, że córka, przestraszy się kota, lub zmieni cel wyprawy, bo coś ją rozproszy. A okazja do zdobycia pestki szczęścia, może być jedyna w życiu. Żył prawie pięćdziesiąt lat w miasteczku obok Góry Matki, ale nigdy nie był na jej szczycie. Ojciec Izabeli był znużony monotonną pracą przy maszynie; nowe wyzwania dodawały mu energii.

Słońce jeszcze spało, kiedy stanął u stóp góry. Krawiec był niewidoczny wśród krzaków, bo założył maskujące ubranie. Przykucnął i cicho czekał na jakiś znaczący sygnał z otoczenia.

Wreszcie pokazał się pierwszy promyk słońca, który padł prosto na dwie pręgowane myszy. Stały na dwóch łapkach i węszyły. Krawiec natychmiast pomyślał, że te dwie cwaniary muszą znać drogę do spiżarni. Postanowił iść za nimi do skutku. Myszy zaczęły biec obok siebie zataczając dziwne koła, co jakiś czas przystawały i węszyły stojąc słupka. Krawiec podążał za nimi i starał się stąpać tak cicho, żeby być cichszy od myszy. A myszy dobiegły do gęstych zarośli bluszczu i zniknęły.

Krawiec rozgarnął poplątany bluszcz i zobaczył ukryty otwór w skale. Wszedł do środka i znalazł się w małej grocie góry. Przez wejście padało niewiele światła, ale było widać, iż jest to spiżarnia. W workach, poukładanych jeden na drugim, znajdowały się nasiona. Na każdym worku namalowane były różne owoce. Kręciło się tu parę myszy i wpadały małe ptaszki podkradając ziarna. Fruwające ptaki wzbijały kurz i krawiec zaczął rozpaczliwie kichać. Nagle zobaczył na największym worku, namalowany owoc brzoskwini z zielonym listkiem. Sięgnął do worka, wyjął jedną dużą pestkę i schował do kieszeni.

Już chciał uciekać, jak usłyszał, że ktoś przedziera się przez poplątane bluszcze i wchodzi do spiżarni. Zobaczył Kamilę, przyjaciółkę swojej córki. Ubrana była w zieloną sukienkę z kieszonką, którą sam jej uszył. Domyślił się, że przyszła po pestkę. Schował się za workami, czekając, aż Kamila zabierze pestkę i sobie pójdzie. Wstrzymał chęć kichania z całej mocy i czekał.

Kamila podeszła do worków z pestkami i delikatnie dotykała nasion. Zastanawiała się, którą pestkę wybrać. Spodobał się jej worek z namalowanym jabłuszkiem i zanurzyła dłoń w drobnych pesteczkach. W tym momencie poruszyła kurz na worku, a krawiec nie wytrzymał i potężnie kichnął. Zamachał rękoma, niechcący przewrócił worek na Kamilę, która upadła na rozsypane pestki. Zdenerwowany ojciec Izabeli uciekł, jak najprędzej ze spiżarni.

 

 

6. „Bez ptaków drzewo było smutne”

Krawiec wrócił do domu i przykro mu było, że przestraszył Kamilę. Ale postanowił nikomu nie mówić, że widział ją w spiżarni nimfy Meli. Był bardzo przejęty, że zdobył zaczarowaną pestkę i szybko chciał przekonać się, czy czary będą działać. Przebrał się, przygotował miejsce na zasadzenie pestki w ogrodzie i poszedł do pokoju Izabeli. Ona jeszcze spała, więc ją obudził:

- Izabela, wstawaj! Zdobyłem zaczarowaną pestkę brzoskwini! Idziemy do ogrodu, teraz wystarczy na nią upuścić łzę…

Izabela myślała, że ojciec stroi sobie żarty i powiedziała:

- Sam sobie upuszczaj łzę, daj mi jeszcze pospać.

- Izuniu, moja kochana, obudź się, to nie jest sen. Naprawdę byłem o świcie na górze Matki, zresztą pierwszy raz w życiu. Dwie myszy zaprowadziły mnie prosto do spiżarni! To było niesamowite przeżycie!

- Jakie myszy! A wschód słońca widziałeś?

- Pewnie widziałem, ale o słońcu może później porozmawiamy, wstawaj! Czekam na ciebie w ogrodzie.

Izabela wiele razy widziała ojca tak radosnego. Często robił żarty, aby rozweselać ukochaną córkę. Najczęściej udawała, że bawią ją te niespodzianki. Ale prawdę mówiąc, wolała sama pożartować z przyjaciółką Kamilą. Jednak, nie chcąc robić przykrości ojcu, wstała, przebrała się i poszła do ogrodu. Krawiec siedział na trawie i trzymał w dłoni pestkę nad wykopanym dołkiem. Iza powiedziała z niedowierzaniem:

- Ja będę patrzeć a ty puszczaj łzę na skorupkę. Mnie się nie chce płakać tylko prawdę mówiąc chce mi się śmiać!

Krawiec nie płakał od dziecka ani razu, więc miał trudności z uronieniem łzy.

- Chyba nie dam rady. Iza spróbuj ty.

- Nie ma mowy. Nie będę płakać na zawołanie. Ale poczekaj tu, coś wymyśliłam…

Izabela poszła do domu, przekroiła cebulę, po czym przetarła sobie nią oko. Oko zapiekło i polały się łzy. Podeszła do ojca wzięła od niego pestkę, nakapała łzami kilka kropli i powiedziała:

- Czego ja dla ciebie ojcze nie zrobię. Wtarłam sobie cebuli do oka. Widzisz jaką masz sprytną córkę! A teraz idę do Izabeli. Pewnie mnie zapyta, dlaczego mam zaczerwienione oko. Co mam jej powiedzieć?

Izabela położyła pestkę brzoskwini do przygotowanego dołka i kiwała głową z pobłażaniem na ojca.

W tym momencie krawiec znieruchomiał z wrażenia, bo pestka pękła i wypuściła kiełek. Potem wypełzły korzonki i zagłębiły się w ziemię. Wkrótce, ich oczom ukazało się całe drzewo. Pojawiły się pąki kwiatów, te za chwilę przemieniły się w kolorowe owoce, uniósł się zapach brzoskwiniowy. Co najbardziej ucieszyło Izabelę, to niesamowity śpiew ptaków, który niestety, trwał tylko krótką chwilę. Ptaki gwałtownie odleciały, wyraźnie czymś spłoszone.

Zaniepokojona Izabela spojrzała na ojca. Ten, zachwycony ilością owoców, głaskał je i wąchał.

- Izabelko, jeszcze tak pięknych i pachnących owoców nie widziałem.

I krawiec, pierwszy raz od dziecka, rozpłakał się ze szczęścia. Zerwał jeden owoc, spróbował i wyszeptał:

- To jest poemat, nie owoc.

Tymczasem Izabela zobaczyła na gałęzi brzoskwini czarnego kota.

- Ptaki odfrunęły i teraz widzę przyczynę ich lęku. Uciekaj kocurze z mojego drzewa!

Krawiec spojrzał do góry i powiedział:

- Ja nie widzę tu kota. Trzeba zaraz podlać to cudowne drzewo, muszę przynieść drabinę i skrzynki na owoce, bo uginają się gałęzie pod ich ciężarem.

- Dlaczego nie widzisz kota? O, tu siedzi i bezczelnie się na nas gapi.

- Chyba masz przywidzenie. Zobacz, nawet pies nie szczeka, a on nie przepuściłby takiej okazji do szczekania.

I rzeczywiście, pies cały czas stał obok nich i nie szczekał. Krawiec poszedł po skrzynki a Izabela stała rozgoryczona. Nie spodobała się jej brzoskwinia, bo kot płoszył ptaki a bez ptaków drzewo było smutne. Weszła na brzoskwinię i zaczęła płoszyć kota, ale ten był tak zwinny, że nie można było go przepędzić. Pogroziła mu palcem i powiedziała:

- Już ja cię przepędzę. Nie będziesz mi ptaków płoszyć. Albo zetnę to drzewo i znikniesz.

Na to kot odpowiedział jej ludzkim głosem:

- Na co ci ptaki? Wydziobują owoce i nie będziesz miała z nich pożytku. Ja pilnuję, aby drzewo przynosiło zyski. Po to twój ojciec szedł po zaczarowaną pestkę, abyś żyła w dostatku. Szkoda ścinać tak dorodne drzewo.

Izabela przestraszyła się gadającego kota i już nic mu nie odpowiedziała. Postanowiła więcej nie patrzeć w jego stronę. Przyszedł krawiec z drabiną i pocieszał córkę:

- Izabelko, nie smuć się. Z takiego szczęścia trzeba się tylko cieszyć. Będziemy mieli ogromny zysk z tych owoców. Taka jest prawda.

- To kocia prawda, ojcze.

Izabela uciekła z ogrodu, a tymczasem cudowne drzewo, cały czas kwitło i rodziło nowe owoce. Krawiec chodził na targ z brzoskwiniami i sprzedawał je za dobrą cenę. Po trzech dniach pokazał Izabeli pękaty woreczek z pieniędzmi i powiedział:

- Zobacz ile zarobiłem. Nawet hrabina była na rynku, spróbowała brzoskwini, potem zachwycona, zamówiła dziesięć skrzynek. Z góry mi zapłaciła. I pomyśleć, że dwie biedne myszy zaprowadziły nas do bogactwa! Dlaczego nie cieszysz się z tego drzewa?

– Bo to kocie drzewo.

– Kocie, nie kocie, ale hojne drzewo. Należy się za to Wiedźmie prezent. Uszyłem dla niej wygodną suknię z kieszeniami i przygotowałem koszyk brzoskwiń. Mam nadzieję, że jej zaniesiesz i podziękujesz.

– Oczywiście powiem, że to prezent od ciebie. Ja z tym kocim drzewem nie chcę mieć nic wspólnego.

 


7. „Gwarek zadawał pytania”

Izabela wzięła koszyk brzoskwiń, sukienkę i postanowiła po drodze zajrzeć do Kamili, licząc, że przyjaciółka pójdzie razem z nią do Wiedźmy.

Izabela weszła do pracowni szewca i spytała:

- Dzień dobry, czy zastałam Kamilę?

- Jest z pewnością w ogrodzie. Szykuje się do koncertu.

Koncert był zaskakującą wiadomością dla Izy. Poszła zaciekawiona do ogrodu; zastała Kamilę pod drzewem jabłoni i zapytała:

- Kamila, co to za koncert?

- Właśnie miałam iść i zaprosić cię na koncert! Zobacz, to drzewo jabłoni, siedzą na nim ptaki i śpiewają. Jabłoń kwitnie i od razu rosną jabłka, pyszne pachnące jabłka. Spróbuj, jakie smaczne.

Izabela urwała jedno jabłko, ugryzła i powiedziała:

- Jest przepyszne, bajecznie pachnące. Domyślam się, że to zaczarowane drzewko ze spiżarni nimfy Meli. A koncert?

- Iza, coś ci pokażę, ciągle myślę że to sen. Oto będzie próba śpiewu ptaków. One rozumieją co do nich mówię. Zobacz, tu są trzy wielkie dzięcioły, szpaki, żółta wilga, sroka, derkacz, gwarek, sójka. Na samej górze siedzi taki dziwny ptak z niesamowicie długim ogonem i wszystkich przedrzeźnia.

Izabela spojrzała do góry i aż krzyknęła z zachwytu:

- To jest lirogon! Czytałam o nim, podobno wszystkie dźwięki naśladuje. Skąd on się tu wziął…

Kamila zagwizdała, klasnęła w dłonie i powiedziała:

- Zaśpiewajcie mojej przyjaciółce ostatnią piosenkę.

W tym momencie wszystkie ptaki poustawiały się równo obok siebie na gałęziach. Trzy dzięcioły zaczęły stukać rytmicznie w drzewo, gwarek zadawał pytania, dwie papugi odpowiadały, chór ptaków gwizdał mistrzowsko, zaś lirogon wszystkim dyrygował:

 

- Stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk.

- Kto to puka, stuka, puka?

- Stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk.

- Czy to dzięcioł stuka, puka?

- To nie dzięcioł stuka, puka.

- Stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk.

- Czy to serce stuka, puka?

- To nie serce stuka, puka.

 - Stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk.

- Kto tu zatem stuka, puka?

- To szewczyka sztuka puka.

- Stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk, stuk-puk.

 

Ptaki uniosły skrzydełka do góry i ukłoniły się a Kamila powiedziała:

- Brawo, teraz nastąpi przerwa. To była piosenka dla szewca. Wieczorem będzie nocny koncert. Rozpoczyna chór derkaczy, potem dołączą kosy, drozdy, wilgi i zięby, a słowik wykona solo. Dyryguje sowa. 

Izabela miała w oczach łzy.

- Jak tego dokonałaś, musisz mi natychmiast opowiedzieć ze szczegółami.

Kamila opowiedziała, jak dotarła do spiżarni pełnej różnych nasion:

- Rano nie przyszłaś na spotkanie, więc poszłam sama pod górę Matki. Już dochodząc do góry zauważyłam dwie myszy, które gdzieś się spieszyły. Pomyślałam sobie, że one mogą znać drogę do spiżarni, więc szłam za nimi. W pewnym momencie zniknęły mi wśród bluszczu na którym kręciło się sporo ptaków, odsunęłam bluszcz na bok i zobaczyłam wejście do groty. Weszłam do niej, a środku była spiżarnia, stało tam pełno worków z nasionami. Byłam pewna, że to spiżarnia nimfy Meli.

Kiedy zastanawiałam się, którą pestkę wybrać, usłyszałam straszny krzyk. To był wrzask czyhającego potwora. Potem zamachał łapami, odepchnął worki i wysypały się na mnie wszystkie pestki, a ja się przewróciłam. Jak wstałam, potwora już nie było, ale szybko stamtąd uciekłam. Trudno opisać moją rozpacz. Prawie miałam szczęście w garści a potem, chyba cudem uniknęłam śmierci. Wróciłam do domu bardzo rozżalona. Schowałam się w kącie ogrodu, przysłoniłam twarz sukienką i zaczęłam płakać.

Kiedy straciłam nadzieję na spełnienie marzeń, poczułam, że coś rusza się w mokrej od łez kieszonce. Zajrzałam, a tam maleńka pestka jabłoni wypuszczała błyskawicznie korzenie. Wzięłam pestkę do ręki i z lękiem upuściłam na ziemię. Korzonki natychmiast w nią wrosły, do góry wyjrzał kiełek, po chwili ruszyły pierwsze listki. Kiedy otrząsnęłam się z wrażenia zobaczyłam przed sobą kwitnące drzewko jabłoni. Na drzewie siedziały kolorowe ptaki i cudownie śpiewały. Dookoła unosił się upojny zapach. Podeszłam do pnia, objęłam go i szepnęłam: Dziękuję.

I nagle drzewo odpowiedziało do mnie ludzkim głosem: „To dopiero początek wspaniałości, które widzisz. Moje liście oprawiane będą w złote ramy, zaprosisz najlepszych muzyków na ptasie koncerty, będę ci opowiadać mądre wiersze, baśnie i zbierzesz pyszne, kolorowe jabłuszka”. Tak, jak powiedziało drzewo, tak zaczyna się dziać. Tylko wciąż myślę, skąd wzięła się pestka jabłoni w mojej kieszonce.

Izabela była zaskoczona opowieścią, po chwili zadumy rzekła:

- Pewnie zaczarowana pestka sama ci wpadła do kieszeni, kiedy worek się przewrócił. A ja bardzo, bardzo żałuję, że nie poszłam wtedy z tobą… chyba zaspałam.Za to poszedł mój ojciec i przyniósł mi pestkę brzoskwini. Więc, my też mamy w ogrodzie zaczarowane drzewo, ale niestety siedzi na nim kocur i wystrasza ptaki. Mam tu brzoskwinie w koszyku, spróbuj jedną. Idę teraz do Wiedźmy podziękować za podzielenie się wiedzą o spiżarni. Mam też dla niej sukienkę od ojca. Może pójdziesz ze mną?

Kamila wzięła brzoskwinię i ugryzła:

-Jaka pyszna ta brzoskwinia, jak marzenie. Oczywiście, że pójdę z tobą do Wiedźmy. Tylko zerwę dla niej parę jabłek, niestety, są trochę podziobane przez ptaki.

Kiedy Kamila zrywała jabłka, Iza powiedziała:

- Podobno, takie nadjedzone owoce, przez ptaki, czy pszczoły, są najsmaczniejsze.

Dziewczęta poszły zameldować do szewca, że idą podziękować zielarce za tajemnicę, o spiżarni nimfy Meli. Szewc dodał  jeszcze od siebie, buty dla Wiedźmy i przyznał:

– Macie rację, Wiedźmie należą się prezenty. 

 

 

8. „Dwie malutkie, biedne, szare myszki znają drogę do bogactwa”

Kamila i Izabela w drodze do zielarki zastanawiały się jak pozbyć się kota z drzewa brzoskwiniowego. Izabela przypomniała sobie, że kot spał na dziwnych znakach i powiedziała:

- Muszę ją jeszcze raz spytać o kota. Przypomnij sobie, on spał na takich nieczytelnych znakach.

Wiedźma przed chatą obierała fasolę i ucieszyła się na widok dziewcząt:

- O, jaka sympatyczna wizyta. Co u was słychać, dobre córeczki!?

Podały prezenty, następnie Kamila, potem Izabela, opowiedziały zielarce przygody o zdobywaniu ziaren w spiżarni nimfy Meli. Wiedźma próbowała brzoskwinie, to jabłka, otwierała szeroko oczy ze zdziwienia i komentowała:

- I zobaczcie, że takie, dwie malutkie, biedne, szare myszki znają drogę do bogactwa. Pomyślcie też, ile szczęścia mieści się w takiej maleńkiej pesteczce, wielkiego drzewa… ho, ho, ho! Izabelko, teraz przypomniał mi się, tajemniczy śpiący kot. Przynieś z izby tę starą księgę, zobaczymy co da się zrobić z tym natrętnym kotem.

Izabela przyniosła księgę i podała Zielarce. Ta otworzyła ją na stronie z Górą Matki i przyglądała się kotu. Powoli, z wielkim trudem, zaczęła odczytywać tajemnicze znaki, na których spał kot. Wreszcie powiedziała:

- No, teraz coś mi świta. To nie jest łatwa sprawa. Pestkę trzeba zdobyć osobiście i potem pomoczyć swoją łzą, w samotności. Wtedy ptaki będą na drzewie śpiewać koncerty. Niestety, nie może druga osoba pomagać w zdobyciu pestki, bo do akcji wkracza kot i przepędza ptaki. Ale bogactwo owoców jest zapewnione. Dlaczego tak jest, nie pytajcie, to nie jest tu wyjaśnione. Kochana Izabelko, myślę, że z kotem można się zaprzyjaźnić. Przecież pogłaskać kota jest zawsze przyjemnie. Na koniec przypomnę ci, że za pięć lat, masz szansę sama zdobyć zaczarowaną pestkę. Wyrośnie wtedy nowe, wspaniałe drzewo, pełne ptaków. Jak widzicie, skomplikowane polecenia z księgi, należy dokładnie wykonywać. Inaczej, te sekrety, mogą nawet zaszkodzić.

Izabela po chwili namysłu powiedziała:

- Za pięć lat… warto iść nawet za pięć lat! Jest tylko jeden problem, tam czyha potwór, którego się boję. Pomyślę za pięć lat, czy będę miała odwagę pójść sama do spiżarni nimfy Meli, aby przechytrzyć potwora. Bardzo pani dziękuję za cenne rady.

Kamila żegnając się z Wiedźmą powiedziała:

- Ja też serdecznie dziękuję i bardzo, bardzo proszę, niech pani przyjdzie do mnie posłuchać ptasiego koncertu. Już w miasteczku rozeszła się wieść, że w moim ogrodzie chór ptaków czaruje pomysłową, niecodzienną muzyką. Nawet na jutro zaprosił się do mnie sam hrabia z rodziną na ptasi koncert.

Wiedźma pokiwała głową i rzekła:

- O, hrabia to mój szczodry nabywca ziół. Często u mnie bywa. Teraz idę przymierzyć nową sukienkę i buty, akurat przydadzą mi się, jak będę szła na ptasi koncert.

Zielarka weszła do chaty a dziewczyny wróciły do swoich domów.

 


9. „Wielkie tajemnice zwyczajnych ziół”

Kamila udała się prosto do ogrodu. Podeszła do jabłoni i powiedziała:

- Jutro ułożymy nową kompozycję, specjalnie dla pani Wiedźmy. Tematem piosenki  będą,  wielkie tajemnice zwyczajnych ziół. Do chóru zaprosimy wszystkie buczące owady.
 

 

10. „Będzie ptasie drzewo!”

Izabela, też udała się prosto do ogrodu. Podeszła do kociego drzewa i powiedziała:

- Nie pogłaszczę ciebie nigdy! Nie pogodzę się z tobą za żadne skarby. Zobaczysz! Sama, tylko sama zdobędę zaczarowane drzewo. I to będzie ptasie drzewo!

 


linoryt Kasper Ax

 

 

 

                                 

 

Powrót                                                   Kocie drzewo © Rita Vespa 2021