Rita Vespa         WE ŚNIE UMIEM BIEGAĆ         Ilustracje: Maciej Jędrysik

 

 
     

 

 

 

 

 

 

 

 

Piotr wędrował w poszukiwaniu szczęścia. Pewnego letniego ranka dotarł do przydrożnej karczmy o nazwie "Pod szczęśliwą gwiazdą". Pomyślał:

- Mam przeczucie, że ta gwiazda podpowie mi, dokąd iść dalej.

Przed karczmą, w cieniu drzewa lipowego, stał ogromny stół. Piotr z ulgą usiadł przy nim i rozejrzał się dookoła. Wśród liści lipy brzęczały pszczoły, na łące pasły się osły, a na drugim końcu stołu siedział piękny młodzieniec i uważnie spoglądał na gościa.

Piotr zamówił u karczmarza śniadanie i spytał:

- Która droga w okolicy najciekawsza dla wędrowca?

Karczmarz bez wahania odpowiedział:

- Z pewnością ta, która zaprowadzi do księżniczki Viridiany. Miesiąc minął, a zrozpaczony książę ciągle szuka zaginionej córki. Chodzą wieści, że porwała ją kulawa Wiedźma.

Piotr jak to usłyszał, ucieszył się:

- Znajdę księżniczkę Viridianę. To jest dla mnie wyprawa po szczęście.

I zamyślił się. Wspominał swoje wędrówki; było ich wiele, ale szczęścia nie znalazł. Teraz to, co innego, teraz był pewien, że to już ostatnia wyprawa… Nagle jego myśli przerwał głos z końca stołu:

 

- Szczęście to mieć zdrowe nogi, a nie jakąś tam księżniczkę.

Piotr spojrzał na młodego człowieka i rzekł:

- Masz małe wymagania, chłopcze.

W tej chwili znów pojawił się karczmarz. Postawił na stole śniadanie i nachylił się do gościa:

- Ten w końcu stołu to Łukasz, mój syn. Nie umie chodzić, ale ma tupet i udaje, że wszystko wie.

Piotr zjadł posiłek, złożył ręce na piersiach i zapytał Łukasza:

- Jak wiesz wszystko, przemądrzały chłopcze, to powiedz, jaka droga wiedzie do księżniczki, hę?

Łukasz nie wierzył w istnienie Wiedźmy, więc rozśmieszył go zapał gościa; postanowił zadrwić sobie z niego.

- Nie mogę nic mówić, boję się kulawej Wiedźmy.

Piotr nie dawał za wygraną.

- Ale ja się nie boję, mów czym prędzej.

Łukaszowi nic zabawnego nie przychodziło do głowy, więc strzelił byle co:

 

 

- Należy iść prosto tysiąc kroków tą drogą, potem w prawo sto kroków, następnie tylko jeszcze jeden skok i wtedy pojawi się księżniczka.

  Piotr poczuł dreszcz emocji i natychmiast wyobraził sobie, że jest w objęciach księżniczki Viridiany. Podszedł do Łukasza i rzekł:

- Twoje wskazówki są bardzo łatwe, ale może pójdziesz ze mną i wskażesz to miejsce? Muszę sprawdzić, czy mnie nie oszukujesz.

Łukasz zaczął się śmiać.

- Na czyich nogach pójdę? Poza tym… Och nie, nigdy! Tam czyha straszna Wiedźma!

Oczywiście, szybko dał się namówić na podróż, bo przecież kochał wycieczki, a sam nie miał możliwości przemieszczania się. Piotr pożyczył od karczmarza osła, posadził na jego grzbiecie Łukasza i rzekł:

- Ze mną nic ci nie grozi. Pójdę przodem i będę liczył kroki.

Ruszyli w drogę. Piotr radośnie podskakiwał, a młodzieniec jechał na ośle i cieszył się z niespodziewanej wycieczki. Jednak po pewnym czasie Łukasz zauważył, że Piotr przestał podskakiwać i z całą powagą liczy kroki. Postanowił powiedzieć prawdę, ale Piotr natychmiast mu przerwał:

- Cicho bądź, bo pomylę się w liczeniu. Sto trzydzieści cztery, sto trzydzieści pięć…

Od tej chwili Łukasz nie myślał już o niczym innym, tylko o tym, co to będzie, jak kłamstwo się wyda.

Tymczasem Piotr doliczył do tysiąca i skręcił w prawo, potem policzył do stu i znaleźli się tuż nad brzegiem małej rzeczki.

Piotr spojrzał na chłopca.

- Co teraz?

Łukasz pomyślał: - Niech głupiec skacze za rzeczkę, a wtedy ja na ośle ucieknę jak najszybciej. - Głośno jednak powiedział:

- Został jeden skok. Rzeczka nie jest szeroka, skacz!

  Piotr kucnął, zamknął oczy, po czym zamachał gwałtownie rękami, wzbił się wysoko do góry i wylądował w samym środku rzeczki tak, że tylko głowa wystawała mu z wody. Krzyknął:

 

- Wpadłem w muł, nie mogę się wydostać, sprowadź pomoc. Zupełnie jakby mnie ktoś złapał za stopy, oj, pospiesz się.

 Łukasz klepnął osła, chcąc pojechać do karczmy po pomoc.

 Osioł tymczasem pilnie obserwował drugi brzeg rzeczki, gdzie rosły wonne zioła i piękne osty. Kiedy Łukasz pociągnął mocno za wodze, osioł niespodziewanie przeleciał nad głową Piotra, na drugą stronę rzeczki. Lądując, zrzucił chłopca na trawę tuż koło wysokiego drzewa, a sam oddalił się po smaczne pożywienie. Łukasz usiadł i oparł się plecami o pień drzewa. Spojrzał na wystającą z wody głowę Piotra, potem zasłonił twarz dłońmi i z rozpaczą myślał:

- Co teraz zrobisz, śmieszny łamago? Co teraz będzie? Kto nas uratuje?

Piotr, w tym momencie, zobaczył, że z drzewa, pod którym siedział Łukasz, wyłoniła się biała chmurka i delikatnie opadła na trawę. Z chmurki wyszła piękna dziewczyna i zaczęła się rozglądać. Piotr był przekonany, że to zaczarowana księżniczka Viridiana i zaczął ją wołać:

- Tu jestem, tu jestem pośrodku rzeczki.

Ale dziewczyna nie zwróciła uwagi na wołanie Piotra, tylko schyliła się do Łukasza i cicho szepnęła:

 

 

- Młodzieńcze.

Łukasz, słysząc głos, zsunął dłonie z twarzy i z ulgą uśmiechnął się

- Jak dobrze, że tędy przechodziłaś, jesteśmy uratowani. Wyciągnij Piotra z wody i złap osła, proszę cię. Ja nie mogę się ruszyć, moje nogi nie chodzą.

  Dziewczyna zaś spokojnie rzekła:

- Spełnię twoje życzenia, ale najpierw poproś mnie o rękę.

Zniecierpliwiony Łukasz powiedział:

- Mam już dosyć żartów na dzisiaj, wolałbym, żebyś złapała osła i wyciągnęła Piotra z wody.

Lecz panienka nalegała:

- Spełnię twoje życzenia, ale najpierw poproś mnie o rękę.

Łukasz wzruszył ramionami i rzekł:

- No dobrze, proszę cię o rękę, a teraz łap osła.

Dziewczyna położyła mu dłoń na ramieniu i szepnęła:

- Będę twoją żoną.

  Potem przyprowadziła osła, weszła do rzeczki i wyciągnęła z mułu Piotra. Piotr wyszedł na brzeg i z gniewem spojrzał na Łukasza:

- Posłużyłeś się mną w sprytny sposób, aby tutaj dotrzeć. Potem chciałeś mnie utopić i zabrać księżniczkę. Nic z tego, wracaj na ośle do karczmy. Sam zaprowadzę Viridianę do księcia.

W tej chwili zza drzewa wyszła kulawa Wiedźma i zaskrzeczała do Łukasza:

 

 

- Ta niedobra księżniczka Viridiana, śmiała się ze mnie, Wiedźmy, biednej kulawej staruszki. Przedrzeźniała mnie, szła za mną i za moimi plecami kiwała się niezdarnie na boki. Myślała, że jej nie widzę, a ja wszystko widzę dookoła głowy. Postanowiłam ją ukarać! Zaczarowana przeze mnie, miała mieszkać w drzewie tak długo, aż zjawi się kulawy łamaga i poprosi ją o rękę. Tak, tak, za karę musi zostać żoną kaleki.

Ze straszną miną pogroziła Viridianie skrzywionym paluchem i pokuśtykała w zarośla. Piotr nie zląkł się Wiedźmy, ale z goryczą pomyślał, że Viridiana nie jest mu przeznaczona.

Natomiast Łukasz, przerażony widokiem strasznej Wiedźmy, zapomniał, że nie umie chodzić. Wstał i biegiem ruszył w kierunku karczmy.

 

Za nim pobiegła Viridiana krzycząc:

- Mój kochany ty biegasz, ty umiesz chodzić!

Łukasz zatrzymał się.

- Piękna księżniczko, to jest sen, a we śnie umiem biegać.

                        

                   

                    

 

 

Viridiana objęła go i powiedziała:

- To nie jest Sen. Prawdziwe czary były, ale się skończyły, wiele mnie mądrego nauczyły…. Teraz pójdziemy razem do zamku, na nasze wesele, przecież poprosiłeś mnie o rękę! Ja zakochałam się w tobie od pierwszego spojrzenia, było mi wszystko jedno, czy jesteś kaleką czy nie.

Ale Łukasz ciągle nie dowierzał zbiegowi okoliczności. Przecież on naprawdę nie wiedział, gdzie była ukryta księżniczka Viridiana.  Pomyślał chwilę, wskazał ręką Piotra i rzekł:

- Viridiano, ten człowiek przyprowadził mnie do ciebie i to on…

Piotr przerwał mu w pół zdania:

- Nie człowiek, tylko osioł cię przyprowadził, ha, ha! Idźcie do zamku na wesele. Ot, tak się zdarza: idzie człowiek i szuka szczęścia, a po drodze uszczęśliwia innych zamiast siebie. No cóż, ja idę w dalszą drogę. Może tam, o tysiąc sto kroków i jeden skok dalej, czeka na mnie moja gwiazda.

 

 

 

     

 

◄ Powrót do strony głównej                                                                 Copyright © Rita Vespa 2010