Rita Vespa

 

MIASTO ŻEBRAKÓW

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Budowa teatru Komedia dobiegła końca. Kolorowy budynek na skraju miasta budził ogromne zainteresowanie mieszkańców, wszyscy czekali z niecierpliwością na pierwsze przedstawienie. Wreszcie nadeszła chwila, kiedy król w obecności Rady, podpisał dokument o przekazaniu artystom nowego obiektu kultury. Na koniec uroczystości wniesiono dzbany z winem i puchary a król wzniósł toast:

- Niech żyje radość!

Zebrani wstali i głośno powtórzyli słowa władcy:

- Niech żyje radość!

Tylko młody królewicz był smutny i nie pił wina. Król zauważył posępną twarz syna i zaczął gestami namawiać go do uśmiechu. Ale królewicz jeszcze bardziej sposępniał i tylko wzruszył ramionami. Kiedy został sam z ojcem, wreszcie powiedział:

- Ojcze, lepiej wspomóc ludzi zamiast ich zabawiać.

Król spojrzał na syna z pobłażaniem:

- Ile razy ci mówiłem, że mieć rację to mało. 

Królewicz zdenerwowany odburknął ojcu:

- Wiem, wiem, mieć rację to mało, trzeba jeszcze mieć władzę mój królu.

Król podniósł puchar z winem:

- Tak, więc, za mądrą władzę, piję to wspaniałe wino! A ty ponuraku, niestety, widzę jak siejesz pieniądze. Nie rozróżniasz spryciarzy od ludzi w prawdziwej potrzebie. Pomyśl, wychodzisz na rynek, od razu, wokół ciebie kręci się pełno żebraków. Jak ja idę po rynku, żebraków nie widzę. Czy to nie zastanowiło cię? Zmień się, poskacz trochę, pobaw się. Twoja powaga jest śmieszna, powiedziałbym, dziecinna.

Po tych słowach królewicz zacisnął mocno pięści i, aż zatrząsł się.

- Ośmieszasz moją dobroć! Jałmużna nigdy nie jest śmieszna, ty nie rozumiesz żebraków. Ojcze, trzeba też mieć dobre serce, nie bez przyczyny masz przydomek Sknera.

Powaga syna tylko rozbawiła króla.

- Ha, ha! Wznoszę toast za Sknerę! Lecz martwię się, co z tobą, synu? Zrozum, poddanemu w kłopotach należy pomóc, zaś z biedą trzeba walczyć. Powiem ci przewrotną myśl, jeżeli do końca zrozumiesz żebraka, zostaniesz jego niewolnikiem. Sądzę, że to świetny temat do przedstawienia w nowym teatrze. Chyba nadszedł czas, abym pisał dramaty. Tylko, kto będzie rządził naszym państwem?  Ty kompletnie się do tego nie nadajesz!

Królewicz, aż poczerwieniał ze złości.

- Pisz, pisz dramaty, potem możesz drwić ze mnie w swoim teatrze, ja się nie zmienię!

Król kiwał głową i tłumaczył synowi:

- To mnie martwi, że nie chcesz się zmienić. Tylko głupi, uparty, dumny człowiek nie uznaje autorytetów. Ale, od tego mamy pisarzy i artystów, aby naszą dumę chłostali. Mądrzy ludzie chodzą do teatru zobaczyć swoje wady, nawet żebrak może czasem pośmiać się z siebie.

Ale uparty królewicz nie dał się przekonać, tylko dalej wykłócał się:

- Ojcze, nikt nie drwi z żebraków, a cóż dopiero walczyć z nimi teatrem. Nawet twój pies nie pomacha ogonem z widowni!

I pokazał palcem na psa leżącego u stóp króla. Król pogłaskał psa i próbował rozweselać syna:    

- Dobry pies, chodź tu, daj łapę. Dobry królewicz, chodź tu, napij się wina na zgodę. Ha, ha, ha! Piję za roztropność królewicza! Niech żyje radość, niech żyje mądry pies, jeszcze będziesz machał ogonem w teatrze Komedia…

Na końcu król zaśmiał się tak mocno, że zakrztusił się winem, zabrakło mu tchu i umarł. Wszyscy byli zmartwieni śmiercią króla, ale członkowie Rady Królewskiej, wręcz przerażeni. Stary król był mądrym i wesołym człowiekiem, zaś młody król był po prostu głupi. Co gorsza, był nie tylko głupi, ale wyniosły i często niezadowolony.

Na pierwszym spotkaniu z Radą młody król wydał polecenie:

- Wstrzymać opłacanie teatru Komedia. Mój ojciec umarł ze śmiechu, nie chcę mięć więcej ofiar na tym tle. Pieniądze są potrzebne w sprawach poważnych. Rozkazuję dawać pomoc pieniężną każdemu, kto przyjdzie z prośbą.

Rada Królewska była poruszona rozkazem króla. Wszyscy po kolei próbowali odwieść go od tej decyzji. Jeden z nich tak powiedział:

- Panie to lekkomyślna, krótkowzroczna decyzja.

 Król na to:

- Załóż okulary i przyjrzyj się ubogim.

Inny doradca uprzejmym głosem przypomniał młodemu władcy:

- W twoim zamożnym królestwie nie brak jadłodajni dla ubogich.

Na to król, pewien swych racji, powiedział:

- Poddany posiada nie tylko żołądek, uczony doradco.

Wreszcie, zabrał głos najstarszy z Rady i pouczał młodego króla, ostrożnie, tak jak tłumaczy się dzieciom:

- Panie, wszyscy znają twoje dobre serce. Ale pomyśl, król zbiera daniny i skarbiec królewski napełnia. Pieniądze są potrzebne na wojsko i budowanie państwa. Król, który bez ważnego powodu skarbiec rozdaje, biedę pomnaża.

Ale głupi król nic z tego nie zrozumiał, tylko pokręcił głową z niezadowoleniem i powiedział:

- Nie mogę patrzeć na smutek żebraków. Kto jest bez serca będzie musiał odejść z Rady, ostrzegam!

Młody król szybko uzyskał przydomek Pociecha. Wystarczyło przyjść w łachmanach, aby dostać od króla jałmużnę. Najczęściej i najgłośniej przed królem narzekał Kuternoga, który nie miał lewej stopy. Zawsze głośno opowiadał, jak zasnął zmęczony w lesie i niedźwiedź mu stopę odgryzł. Król jak to słyszał, łzy mu ciekły po policzkach. Zaraz dawał woreczek monet Kuternodze i mówił:

- Masz na pociechę. 

Z dnia na dzień, poddanych z wyciągniętą ręką po jałmużnę przybywało. Skarbiec pustoszał i wzburzona Rada zażądała od króla wprowadzenia zakazu żebrania. Król odpowiedział:

- To śmieszne moja Rado, abyście bali się żebraków, jesteście rozwiązani.

Uczeni doradcy musieli odejść. Oczywiście, nadszedł dzień, w którym skarbiec okazał się zupełnie pusty. Kiedy pojawił się Kuternoga, a przychodził po datki codziennie, król pokazał mu puste dłonie. Wtedy Kuternoga powiedział królowi, że ludzie ukrywają daniny i trzeba zrobić z tym porządek. Wymyślił, aby wszyscy żebracy wyszukali nieuczciwych poddanych i pomogli w zbieraniu podatków. Królowi spodobał się pomysł żebraka. Tym sposobem Kuternoga stał się pierwszym doradcą króla, a żebracy weszli do nowej Rady Królewskiej. Nękani wyższymi podatkami poddani, zaczęli się buntować. Pewnego ranka wyszli na rynek i pomstowali na sprytnego Kuternogę i głupiego króla. Król, bojąc się o życie, rozkazał generałowi, aby wojsko rozpędziło bezczelne zgromadzenie. Generał rzekł:

- Niestety, brakuje pieniędzy na żołnierzy, musiałem zwolnić setki ludzi.

Sytuacja zaczęła przerastać pewność króla i musiał prosić generała.

- Generale, sam pójdź na rynek i uspokój ludzi, oni ci ufają. Byłeś najbliższym przyjacielem mojego ojca, błagam cię, pomóż mi.

Mądry generał przyrzekł po namyśle:

- Pomogę ci, królu, pod jednym warunkiem. Jutro zaaresztujesz Kuternogę i każesz mu oddać cały majątek, który podstępnie od waszej królewskiej mości wyłudził.

Warunek generała nie podobał się królowi, ale nie miał wyjścia i wyraził zgodę:

- Obiecuję, jutro spokojnie razem zadziałamy.

Generał zasalutował i odmaszerował, potem uspokoił tłum ludzi na rynku. Obiecał im zaprowadzenie porządku w państwie i ulżenie w podatkach.

Tymczasem króla ogarnął strach, przecież całe królestwo miał na głowie. Usiadł na tronie i ukrył w dłoniach twarz. W zamkniętych oczach zamajaczyła mu postać ojca. Duch ojca roześmiał się i powiedział:

 - Ha, Ha! Biegnij do lasu.

Młody król był przekonany, że stracił władzę nad rozumem. W tym momencie coś zimnego i mokrego dotknęło go w grzbiet dłoni. Z przerażeniem, powoli odsłonił oczy, przed nim stał pies i spokojnie machał ogonem. Widmo ojca zniknęło. Król wstał z tronu i rzekł:

- Jak mnie twój mokry nos otrzeźwił! Mam dobry pomysł, trzeba ruszyć się. Pochodzimy po lesie a rozwiązanie samo przyjdzie, tak mawiał mój ojciec. Chodź piesku na spacer!

Kazał osiodłać konia i opuścili bramę miasta. Przemierzyli, może kilometr drogi, jak w pewnym momencie król zobaczył siedzącą przy drodze staruszkę, więc z ciekawości przystanął.

- Witam cię kobieto, co tu robisz?

Z trudem wstała śmiejąc się wesoło.

- Idę do miasta zapytać, kiedy będzie przedstawienie w teatrze Komedia. Lubię sobie pochichotać.

Król zszedł z konia, podszedł do staruszki, podał jej cugle i powiedział:

- Teatr nieczynny, szkoda czasu na głupoty. Masz za to konia na pociechę. Ja mogę iść piechotą a ty ledwie chodzisz, siadaj i jedź do domu.

Radosna twarz kobiety posmutniała.

- Teatr nieczynny, przykra wiadomość… Królu, dobry panie, nie umiem jeździć konno, nie mam stajni, czym ja go wykarmię? Jestem biedna.

Kobieta oddała mu cugle. Ale król uparł się i posadził ją na koniu, potem spytał z zaciekawieniem:

- Powiedz mi, dlaczego nie przyszłaś do króla po pomoc jak Kuternoga?

Kobieta zmarszczyła brwi i pogroziła palcem, mówiąc:

- Kuternoga to oszust, każdy mówi, że z króla wszystko wyciągnie. Panie, wyrzuć go z miasta! Ja jestem, może biedna, ale głodna nie chodzę, żebrać mi nie przystoi.

Zrobiła wyniosłą minę a król poklepał konia i staruszka pojechała, mówiąc głośno do siebie:

- Oj, co powiedzą baby we wsi, jak mnie na koniu zobaczą, o rety!

Król stał pośrodku drogi i zastanawiał się nad słowami kobiety, bo mówiła o Kuternodze podobnie, jak generał. Poszedł dalej do lasu piechotą za psem, który w pewnym momencie stanął przed opuszczoną szopą. Pies najeżył się i zaczął warczeć. Zaniepokojony król wszedł do środka i zobaczył pieniek z wbitą siekierą. Pod pieńkiem leżał w zaschniętej krwi but z odciętą stopą. To był z pewnością lewy but Kuternogi! Król złapał się za głowę i wyszeptał:

- Stopę sobie obciął szalony Kuternoga, chciał żal wzbudzić w królu!

W tym momencie pies złapał zębami but i wybiegł na drogę. Króla myśli kołatały się okropnie:

- To takie rzeczy, takie rzeczy, ależ ja byłem głupi, ślepy i głuchy.

Potem zaczął biec i krzyczał:

- Bajki o niedźwiedziu opowiadał, że mu stopę odgryzł! Do roboty zagonię Kuternogę, całą Radę żebraków rozpędzę, już ja zrobię porządek w mieście! Starą, surową Radę zwołam. Oj, ja głupi, jaki ja głupi!

Przez resztę drogi biegł i wygrażał swojej głupocie. W bramie miasta strażnik zatrzymał króla.

- Stój, żebrakom wstęp wzbroniony!

Wstrząśnięty król z trudem odzyskał mowę.

- To ja, król, proszę mnie natychmiast wpuścić.

Na to strażnik odpowiedział:

- Król Pociecha zbankrutował i uciekł, wybrano nowego króla, króla Kuternogę.

W tym momencie pies położył pod nogami strażnika but ze stopą Kuternogi i zaszczekał, a zbankrutowany król krzyknął:

- Oto lewa stopa Kuternogi, oddaj ją właścicielowi! 

Strażnik posłusznie wziął but i szybko zatrzasnął bramę.

Biedny król nie bardzo wiedział, co dalej robić. Żal mu serce ściskał, że starą, mądrą Radę wygnał. Złość go ogarnęła, bo z generałem nie zaaresztuje Kuternogi. Potem zapłakał, gdyż komedii w teatrze nie obejrzy biedna staruszka, która lubi sobie pochichotać.

Pies pomachał ogonem zapraszając do dalszej drogi. Zrezygnowany, zapłakany król ruszył za psem i pierwszy raz myślał o przyszłości. Przyszłość wydała mu się czarna, więc szedł coraz wolniej, aż zatrzymał się pod teatrem Komedia.

Kolorowy budynek teatru odmienił myśli króla. Przypomniał sobie słowa ojca: „Chyba nadszedł czas, abym pisał dramaty”. Pobudzony tą myślą, postanowił zemścić się na Kuternodze. Wszedł do środka teatru, wspiął się na scenę i krzyknął z całej siły:

- Napiszę dramat o fałszywym żebraku i wystawię w teatrze. Kuternoga obejrzy spektakl, zawstydzi się i odda mi koronę. A teraz pójdę do artystów, w nich ostatnia moja nadzieja.

Na widowni dobry pies machał ogonem. Król poczuł siłę swojego postanowienia, żwawo zeskoczył ze sceny i radośnie cmoknął do jedynego widza.

Kiedy wyszedł z teatru Komedia, wróciły wątpliwości.   

- Może Kuternoga nie obciął sobie stopy, może mu obcięli źli ludzie? Muszę to wyjaśnić! Albo… Zwołam mądrą Radę i niech oni to wyjaśnią!

 

 

 

 

 

◄HOME                                                         Linoryt: Kasper Ax                                      Copyright © Rita Vespa 2017