Rita Vespa        OSZUKAŁEŚ MNIE

 

 

„...Nie mogę patrzeć na króliki...”

 

 

 

 

- Oszukałeś mnie! Kiedy wróciłeś od naszej sąsiadki Adeli, snułeś piękne opowieści o żarciu, niczym z bajki. Wspominałeś swobodę, o jakiej tylko marzy mały królik, który siedzi w klatce. Plotłeś kłamstwa, że rozpływałeś się w spokojnym śnie. Bzdura! Czy może istnieć spokojny sen czujnego królika? Opowiadałeś o wyczesywaniu szczotką, bardzo przydatnym, kiedy futerko pozlepia się paskudnie. Jakże mnie wtedy zazdrość szarpała! Wreszcie nie wytrzymałem tego gadania i postanowiłem odwiedzić ogród sąsiadki. Chciałem sam zobaczyć, czy mówisz prawdę. Cały dzień wykopywałem korytarz pod płotem, by dostać się do grządki pachnącej ziołami. I po co tyle trudu? Po to, aby za chwilę z powrotem znaleźć się w klatce. Tylko nie mów mi, że króliki nie kłamią! Oszukałeś mnie! - Powtarzał w kółko szary królik i tupał głośno skokami.

 

Biały nie rozumiał zupełnie, dlaczego szary ma do niego pretensje. Zastraszony kulił uszy i chował się za innymi królikami. 

Biały królik mówił prawdę. Pani Adela miała zadbany ogród, kwietniki, krzewy, drzewa owocowe i ozdobne, oraz królewski warzywnik. Po całym dniu pracy zasiadała na tarasie przed domem i cieszyła się widokiem ogrodu. Jej pies leżał obok i pilnował terenu.

Pewnego popołudnia w ogrodzie pojawił się biały królik. Pies wstał, podniósł łapę i czekał na sygnał: bierz go! Tymczasem, pani Adela jak zobaczyła królika, szepnęła z zachwytem:

- Och, jaki piękny biały królik! Nie rusz królika, śliczny królik, jak cudnie robi słupka i rusza wąsikami, jak szybko dołek wykopał. Nie myślałam, że stać mnie jeszcze na takie wzruszenie. Może zostanie z nami na zawsze? Tak, tak, koniecznie musi zostać, rozweseli nas. A ty piesku polubisz go, będziesz z nim spał nos w nos na kanapie. Zobacz jak zwinnie skacze. Nie mogę powstrzymać emocji, kocham cię króliczku, zostajesz z nami, piesek grzeczny, nie ruszy królika.

Pies z pokorą wysłuchał zachwytów pani Adeli na temat królika i zaskamlał: 

- Nie lubię zawiłych sytuacji: łapać kota, a tego z długimi uszami nie łapać. Pies pilnuje ogrodu przed obcymi i to jest jasna sytuacja. Mnie dołów kopać nie wolno, a temu przybłędzie wolno. On nie pomacha ogonem przyjaźnie, jest zajęty tylko sobą. Nasz sąsiad ma królików mnóstwo, trzyma je w klatce. Wiele razy rzucał mi przez płot, pasztet z królika do posmakowania. I ja mam spać, nos w nos z tym pasztetem? Pani Adelo, jestem starym doświadczonym psem, niech pani pozwoli go przegonić. Pani nie zdaje sobie sprawy, jaki dla mnie to dramat, udawać przyjaciela kogoś, komu chce się kark przegryźć. To się w psiej głowie nie mieści. Wkurza mnie ten królik! - Na koniec szczeknął głośno i gotów był do skoku. Jednak pani nie pozwoliła złapać królika i skutkiem tego, szybko pojawiły się pierwsze objawy spustoszenia w ogrodzie. Bujny warzywnik leżał bezładnie oskubany, a mimo to Adela nie gniewała się na królika. Codziennie wyczesywała jego białe futerko lub śpiewała piosenki do ucha.  Spał na plecach z łapami do góry na kolanach Adeli i wtedy pies najbardziej go nienawidził.

Minęły trzy miesiące. Adela nie mogła spokojnie patrzeć na ogród. Na grządce nie zostało nawet jednej zielonej sałaty, główki kapusty leżały rozwleczone na trawie, więdły połamane zioła. Mało tego, kwiaty też były rozkopane.

Któregoś dnia, do Adeli zajrzał przez płot sąsiad:

- Niesamowite! Tu jest mój biały królik. Matko jedyna, co on narobił z pani warzywnikiem. Niesforne króliki trzyma się w klatce. Ojej, ojej.

Adela spojrzała na królika, serce ją zakłuło. Mimo żalu, podeszła do niego i powiedziała:

- Przepraszam cię króliczku kochany, zawiodła mnie wyobraźnia.

Wzięła białego królika na ręce i podała sąsiadowi. Potem Adela usiadła na ganku i płakała, płakała i płakała. Już na drugi dzień zaczęła mówić głośno do siebie:

- Wróć króliczku mój najdroższy, spełnię każde twoje życzenie. Zjedz mój ogród, kop wesołe dołki, tylko wróć. Miałam piękne życie, mam wiernego psa, ale ty, biały króliczku, przesłoniłeś mi cały świat. Ogród bez białego królika jest jak bez duszy. Wróć króliku, wróć, stań słupka lub potup głośno, poczyść swoje pocieszne uszy i porusz wąsikami.

Bardzo wstydziła się prosić sąsiada o białego królika, więc dalej popłakiwała:

- To jest beznadziejnie głupia historia, tak płakać za małym królikiem. Zapewne zrobiłam się śmieszna. Ja tego nie rozumiem, co się dzieje ze mną.

I tak przez łzy, któregoś dnia zobaczyła cień królika, jakby łapkami czyścił sobie futerko. Otworzyła szeroko oczy i dojrzała pod krzakiem coś białego. 

- Wróciłeś kochany biały duszku, wróciłeś...

 Rozczulona podeszła bliżej, chciała go wziąć na ręce i mocno przytulić. Tym razem nie dał się złapać, więc z konieczności Adela tylko obserwowała królika. A ten, kopał ciemne jamy oraz żarł coraz więcej i więcej. Powygryzane z kory drzewka zaczęły schnąć, rozdrapany trawnik zszarzał. Lecz najgorsze ze wszystkiego, było nocne tupanie królika na tarasie. Adela nie mogła spać i niepokoiła się, co będzie dalej. 

Pies widział strapienie swojej pani, więc tulił się do jej kolan, machał ogonem, przynosił smycz, ale dalej siedziała zamyślona.  Wreszcie podał szczotkę i ku jego radości, Adela zaczęła go wyczesywać.

- Zaniedbałam cię piesku, bo tylko biały królik w mym sercu siedzi. Zupełnie nie rozumiem, co ze mną się dzieje. Czuję, że umieram i nie wiem, właściwie, dlaczego umieram. Spójrz na zniszczony ogród, tak dłużej nie może być. Łap królika piesku, oddamy go sąsiadowi.

To, co powiedziała, zadziwiło prosto myślącego psa. Przecież w ogrodzie nie widział żadnego królika.  Na wszelki wypadek podniósł się, powęszył między krzakami i znowu położył się do snu.

Adela spojrzała zdziwiona na nieposłusznego psa, potem podniosła się z ławki i podeszła do płotu:

- Sąsiedzie, bardzo pana przepraszam, ale biały królik wrócił do mnie. Nie mogę go złapać, proszę o pomoc.

Sąsiad zbliżył się i z niedowierzaniem popatrzał na ogród Adeli.

- Ja tu nie widzę żadnego królika. Przecież białego królika pani mi oddała. Siedzi teraz zamknięty w klatce i żre koniczynę. Czy pani dobrze się czuje? Pani bardzo źle wygląda.

Natomiast Adela widziała, że biały siedzi pośrodku trawnika i czyści łapkami uszy. Nie chcąc przedłużać dziwnej sytuacji, skłamała:

- Ojej, pewnie schował się do nory.

Zdumiony sąsiad odszedł. Zagubioną Adelę ze zdenerwowania dławiło w gardle.

- Zwariowałam... - Wyszeptała i lekko osłabła, brakowało jej powietrza. Usiadła na ławce, zamknęła oczy i czekała na przypływ energii. Nadszedł już zmrok, gdy usłyszała nad sobą:

- Dobry wieczór pani Adelu.

- Dobry wieczór. Tak, tak, znam pana głos. Przepraszam, dzisiaj źle się czuję i nie umiem dokładnie zlokalizować w pamięci pańskiej twarzy. Cóż pana sprowadza?

- Długo nie będę zawracał głowy, już późno. Czy u pani jest w ogrodzie biały królik?

Adela nie wierzyła własnym uszom, ktoś szuka królika. Widziała go teraz na trawniku, przed sobą.

- Chyba jest... Pewnie schował się do norki, nie można go złapać, to bardzo sprytny królik. – Powiedziała wymijająco.

- Proszę spojrzeć, kica pośrodku ogrodu. To jest z całą pewnością, mój żarłoczny królik. – Wskazał ręką przybysz.

Adela szybko odrzuciła od siebie poczucie obłąkania. Pomyślała, że będzie uratowana, jak gość złapie królika i zabierze go.

- Sądzę, że jak zabiorę królika, to będzie pani uratowana.

- Pan czyta w moich myślach! Oczywiście można go zabrać. Królik to fascynujące zwierzątko i pokochałam królika. Nie chciałam trzymać go w klatce i urządził kataklizm w ogrodzie. Poobgryzał tu wszystko, nawet ławkę na tarasie. Wreszcie postanowiłam wyrzucić go precz, na zawsze. Ale to stało się niemożliwe, ucieka. Nabrałam przekonania, że on kpi sobie ze mnie. Zanim pan przyszedł było mi duszno i czekałam na cud.

 - Proszę pani, cudów nie należy oczekiwać, cuda należy czynić. A teraz proszę spojrzeć. - Cmoknął na królika.

Dopiero teraz Adela zauważyła, że gość trzyma w ręku wielki, czarny cylinder i jest cały ubrany na czarno. Królik w kilku podskokach znalazł się na tarasie i stanął słupka. Pan schylił się, złapał królika za uszy i włożył do kapelusza.

 - Jestem uratowana, jestem uratowana. Teraz sobie przypomniałam, pan jest iluzjonistą. Jako mała dziewczynka, byłam przekonana, że pan czyni cuda. Słowo daję i dzisiaj też mam takie wrażenie.

- Tak jest proszę pani. Można mnie nazwać również iluzjonistą. Lubię pracować z królikami, bo one są zadziwiające i dają radość. Ale jak któryś ucieknie mi z cylindra, to szkoda mówić. Sama pani wie, co się wtedy dzieje, bo to zwierzę żarłoczne. A moje króliki są zawsze głodne, wybierają ogrody z pięknym warzywnikiem. Potem naszukam się takiego uciekiniera. Może nastąpić kłopot, jak ktoś pokocha królika i nie chce go oddać. Natomiast pani powinna być dumna z siebie, że go oddała. Tu na szczęście, przybiegł tylko jeden królik. Proszę sobie wyobrazić wizytę, powiedzmy, tysiąca królików! I to jeden piękniejszy od drugiego, i jeden głodniejszy od drugiego. Tak, tak, można wtedy dostać pomieszania w głowie. Pani należy się teraz solidny odpoczynek.

Iluzjonista pokiwał głową, pożegnał się z Adelą i założył cylinder na głowę. Adela siedziała na ławce i nie mogła wyjść z podziwu.

- Jestem uratowana, jestem uratowana, jestem uratowana, iluzjonista zabrał królika.

Odwróciła się w stronę psa, zdziwiona, dlaczego nie szczekał na gościa. Pies smacznie spał.

- Oj, stary jesteś, mój głuchy, ślepy piesku. Idę do domu spać, rano czeka mnie porządek w ogrodzie. Od dzisiaj nie będę tolerować, nawet najmniejszego królika. Nie mogę patrzeć na króliki.

Zbudzony pies nie krył zadowolenia:

- Nareszcie, może nareszcie przestanie mówić o króliku. Na mój psi rozum, to przyszedł do Adeli rozsądek. Poza tym, nie jestem ani ślepy, ani głuchy i mam niezły węch. 

Na drugi dzień rano, szczęśliwa Adela wyszła przed dom. Miała wrażenie, że ogród przyjemnie wygląda. Postanowiła posprzątać liście z trawnika. Wyciągnęła rękę po grabie, gdy usłyszała jak pies warknął. Adela na moment znieruchomiała, bo zobaczyła na trawniku szarego królika, który rozglądał się dookoła. Delikatnie podeszła do niego, złapała za uszy, błyskawicznym ruchem podniosła go do góry i mocno trzymając królika, podbiegła do płotu.

- Panie sąsiedzie, czy to pana... szary gryzoń?

Adela wołała donośnie przez płot. Słowo królik nie przeszło jej przez gardło.

- Mój oczywiście. Przysięgam, to się już nigdy nie powtórzy.

Sąsiad odebrał królika i pogroził mu palcem. Szary królik, jak tylko znalazł się w klatce, zarzucił pretensjami białego królika:

- Oszukałeś mnie. Kiedy wróciłeś od naszej sąsiadki Adeli, snułeś piękne opowieści o żarciu, niczym z bajki. Wspominałeś swobodę, o jakiej tylko marzy mały królik, który siedzi w klatce. Plotłeś kłamstwa, że rozpływałeś się w spokojnym śnie. Bzdura! Czy może istnieć spokojny sen czujnego królika?...

 

 

 

 

 

 

 

 

Powrót do strony głównej                                                               Oszukałeś mnie © Rita Vespa 2009