RITA VESPA ZAPROSZENIE NA KOLACJĘ 2013

 

 
   

 

RITA VESPA

"ZAPROSZENIE NA KOLACJĘ"

   

 

 

 

 

 

   

Rozdział I

Zaproszenie na kolację

 

Żarłoczna wiedźma Pinia chodziła po puszczy, zbierała zioła, poziomki i mówiła do siebie:

- Och, jak one przyjemnie pachną, gdybym miała trochę śmietanki z cukrem do poziomek, to byłyby pyszności! Właściwie trudno powiedzieć: czy ładniej pachnie poziomka, czy sosna, a może trufle? Herbata z suszonych ziół też jest smakowita. Sprzedam zioła ludziom, a potem kupię sobie karmelków lub ciasta z kruszonką.

Gdy Pinia układała w koszyku zebrane rośliny, usłyszała zbliżające się głosy. Zobaczyła księcia Maurycego ze świtą na koniach. Książę podśpiewywał wesoło:

- Hop, hop, puszczo piękna, puszczo słuchaj, moja maleńka córeczka Delia kończy jeden miesiąc. Hop, hop, ptaszki śpiewające, żuczki, biedronki... O jaka miła grzybiarka! Zapraszam panią dzisiaj na wspaniałą kolację, stroje dowolne.

Książę pomachał przyjaźnie do Pinii, która czujnie obserwowała przejeżdżających myśliwych. Kiedy jeźdźcy odjechali wiedźma zamruczała:

- Nie jestem miła, grzybiarką też nie jestem. Ci ludzie nic mnie nie obchodzą, chyba że przyniosą coś do jedzenia, o, to tak. Mogliby coś dać biednej zielarce, choć małego rogalika.   

Pinia resztę dnia spędziła w puszczy niespokojnie i ciągle przedrzeźniała księcia:

- Żuczki, biedronki, stroje dowolne, ho, ho, ho.

O zmierzchu wróciła do swojej lepianki, powiesiła nad piecem świeże zioła i dalej powtarzała słowa księcia:

- Hop, hop, ptaszki śpiewające, żuczki. Co on powiedział? Kolacja powiedział, wspaniała kolacja powiedział! No tak, stroje dowolne powiedział, niestety mam stare ubranie, ale, ale, ale…

Wyciągnęła z kąta mały kuferek i zaczęła grzebać w środku. Wyjęła pazur niedźwiedzia, ogon lisa, skorupę żółwia, ptasie pióra, wreszcie znalazła zapomniany pierścień po swojej ciotce, czarownicy Wielkiej.  Założyła klejnot na palec i rzekła:

- To jedyny strój jaki mam.

Nagle przypomniała sobie, jak ciotka mówiła, że klejnot w razie potrzeby spełnia życzenia. Pinia potarła oczko klejnotu i rozkazała:

- Chcę mieć suknię haftowaną w skarby leśne, kapelusz aksamitny jak mech, wachlarz z paproci.

Za chwilę miała na sobie strój według życzenia. Pogłaskała po nowej sukni z czułością.

- Ale będę czarująca, jeszcze nasmaruję się wonnym olejkiem.

Sięgnęła po buteleczkę z ulubionym olejkiem sosnowym i nim natarła dłonie. Mocna woń sosny rozeszła się po izbie, Pinia głęboko odetchnęła.

- Och, sosno, matka wiedziała jakie dać mi imię, Pinia to imię wszystkich sosen.

Zielarka pierwszy raz w życiu była tak szczęśliwa, pierwszy raz ktoś zaprosił ją na kolację. Nacisnęła mocniej kapelusz na głowie i pomachała wachlarzem.

- Jestem głodna, jestem strasznie głodna, o, niepotrzebny mi ten głupi wachlarz.

Rzuciła wachlarz na ziemię i boso wybiegła do zamku księcia na kolację. Przedzierając się przez las zawadzała po drodze o pajęczyny, które na kapeluszu utworzyły delikatną woalkę. Tak przystrojona wiedźma Pinia dotarła do bramy księcia Maurycego. Strażnik stojący w bramie nie chciał jej wpuścić.

-  Książę mnie zaprosił i powiedział, że stroje dowolne!

- To niemożliwe, aby książę zaprosił bosonogą staruchę na kolację, to byłoby szaleństwo, co powie księżna…

- Wpuść mnie bo będziesz żałował!

- Nawet ten kapelusz z pajęczyną nie pomoże. Jesteś znana z łakomstwa w całej okolicy,  za nic cię nie wpuszczę, precz!

- Niewdzięczniku! Już zapomniałeś ile razy wyleczyłam cię ziołami?  

Strażnik wzruszył ramionami, za to Pinia pokazała mu pierścień na palcu i rzekła:

- Jak mnie nie wpuścisz, to za sprawą tego klejnotu, zmienię cię w indora.

Popatrzała groźnie na oniemiałego strażnika, a ten przerażony uciekł z posterunku. Pinia swobodnie pobiegła do pałacu, weszła przez szeroko otwarte drzwi do holu i mocno pociągnęła nosem, zapach jedzenia dochodził z góry. Wspięła się schodami do komnaty,  gdzie odbywało się przyjęcie. Goście jeszcze nie siedli do stołu, otaczali książęcą parę i zachwycali się dzieckiem.

- Delia, maleńka Delia, jaka śliczna, jaka radosna.

Oczywiście, Pinia nie przywitała się z gospodarzem, tylko poszła prosto do zastawionego stołu. Przyjemne, nieznane zapachy łapały wiedźmę za nos, a ręce same wyciągały się do bogato wypełnionych półmisków. Przy okazji przewracała z brzękiem wysokie kielichy do wina, co zwróciło uwagę gospodarza i gości. Była tak zajęta jedzeniem, że nawet nie spojrzała na księcia Maurycego stojącego koło niej. Książę z trudem hamując śmiech rzekł:

- Witam miła grzybiarko, pięknie pani wygląda. Proszę, oto moja córeczka Delia, oto żona, przyjaciele…

Goście myśleli, że łakomy, komiczny nowy gość, to jest jedna z atrakcji wieczoru, więc zaczęli się śmiać. Ktoś głośno powiedział:

- Gdzie znalazłeś tę pocieszną wariatkę?

Książę odrzekł po cichu:

-  W puszczy na polowaniu.

Wybuchy śmiechu były coraz gwałtowniejsze i słychać było złośliwe uwagi o stroju wiedźmy.

- Moje panie, nowa moda, zdejmujemy buciki…

Na to Pinia gwałtownie odwróciła się i z ustami pełnymi jedzenia wymamrotała:

- Śmiejecie się ze mnie, biednej, głodnej staruszki? Nie ujdzie wam to bezkarnie! Chcę mieć spokój przy jedzeniu!

Potarła pierścień i rzekła:  

- Ja, wiedźma Pinia, za karę, zmieniam was w milczące kamienie.

I w mgnieniu oka, dookoła leżały kamienie duże, małe, kolorowe i szare. Pinia wróciła do stołu i rzekła:

-  Teraz mogę spokojnie dokończyć kolację.

Jedząc, pomrukiwała z rozkoszą, nie miała dotąd pojęcia, że jedzenie może być tak  chrupiące i delikatne, a picie pachnące i orzeźwiające. Nagle ciszę przerwał cienki głosik:

- Ooo, uuu.

Odwróciła się rozzłoszczona, że ktoś śmie przerywać jej kolację. W koszyczku leżała owinięta becikiem, maleńka Delia. Wiedźma  potarła pierścień i wrzasnęła:

- A ty dlaczego nie zmieniłaś się w kamyczek, co? Masz natychmiast zmienić się w kamień!

Ale Delia dalej spokojnie gaworzyła i nie chciała się zmienić w kamień. Choć wiedźma kombinowała na wszelkie sposoby nie udało się zaczarować dziecka. Pinia rozmyślała, jak pozbyć się małej:

– Może do lasu cię wynieść? Nie, bo wrócisz, lepiej zgiń w jeziorze.

Potarła pierścień:

- Z koszykiem do jeziora wrzucić ją pierścieniu, natychmiast! A zamek ma obrosnąć winoroślą niedostępnie, raz na zawsze będę miała spokój.

Koszyk z Delią zniknął, a zamek obrósł zielenią i wyglądał jak zarośnięty pagórek. Wreszcie wiedźma Pinia mogła najeść się do syta. Potem poszła do sypialni, rzuciła się na łóżko i rzekła:

- Wygodniejsze łoże niż w mojej lepiance. Tu zostaję.

Po czym zasnęła i zaczęła głośno chrapać.

 

   
   

 

   
   

 

 

Rozdział II    

Leniwy rybak

 

Leniwy rybak Leon był pogodnym człowiekiem, choć bieda i samotność trzymały go mocno. Kiedy ktoś zapytał: „Skąd u ciebie tyle wesołości?” - Odpowiadał: „Troski topię, radość łowię”.

Leon nie miał szczęścia do połowu, całymi dniami siedział w łódce i czekał na ryby, ale one sprytnie omijały jego wędkę. Tylko czasem jakaś zamyślona ryba nadziała się na haczyk, wtedy Leon wydawał okrzyk radości:

- O, jednak trafiło się, nie taki Leon głupi jak mówią!  

Najwspanialszą radość złowił pewnego ranka, gdy na jeziorze pojawił się pływający koszyk. Podpłynął z ciekawością do koszyka, spało tam maleńkie dziecko. Było owinięte becikiem z wyhaftowanym napisem ”Delia”. Leon wciągnął koszyk do łódki, najszybciej jak tylko mógł, dopłynął do brzegu i pobiegł z Delią do sąsiadek na wsi.

- Kobiety, wyłowiłem dziecko, czyje to dziecko?

Baby zbiegły się zobaczyć maleństwo, ale żadna nie znała dziecka w tak bogatym beciku.

- Leonie, masz dzieciaka, ciesz się!

Choć rybak prosił, żadna z matek nie chciała wziąć Delii na wychowanie, wszystkie miały dużo swoich dzieci. Na dodatek żartowały z Leona, że na stare lata los zesłał mu dziecko.

- Oj, Leonie, myślałyśmy, że jesteś leniwy, a tu zrobiłeś taką niespodziankę, ho, ho.

Sąsiadki napoiły maleństwo ciepłym mlekiem i pocieszały Leona:

- Dasz radę Leonie, ty weźmiesz się do roboty, a my damy ci pieluszki i ubranka.

Mimo wszystko Leon martwił się, czy starczy mu sił i czy będzie umiał wychować dziecko.

Ale los zesłał rybakowi nie tylko dziecko, dał mu wspaniałe połowy,  dodał energii do życia oraz życzliwość sąsiadek na wiele lat. Kiedy Leon łowił ryby, sąsiadki pilnowały Delii. Nawet bogaty sąsiad, chytry młynarz Pytel przysłał Leonowi worek mąki.

Delia wyrosła wśród wiejskich dzieci na mądrą i piękną pannę. Kiedy skończyła szesnaście lat, Leon pokazał jej koszyk z becikiem i opowiedział jak wyłowił go z jeziora. Delia zmyśliła się, potem powiedziała:

- Jeżeli komuś uratujesz życie, to jakbyś dał mu nowe życie. Dlatego mogę nazywać cię moim ojcem. Dałeś mi ciepły dom i serce, czy może być coś lepszego dla dziecka? Ojcze, teraz jesteś stary i zmęczony, od dzisiejszego dnia, to ja będę się tobą opiekować.

 I tak się stało. Od tej pory stary Leon łowił już niewiele ryb, za to wysiadywał godzinami przed chałupą na ławie, a gdy ktoś go zapytał: „Jak tam połowy, rybaku?” - Wtedy Leon uśmiechał się i mówił: „Rano topię się w promieniach słońca na ławce, z wieczora łowię słowa radości, mojej kochanej córki Delii”.

 

   
   

 

   
   

Rozdział III

Pieczony karp

 

We wsi najbogatszy był młynarz Pytel. Mówili o nim, że miele mąkę jęzorem, bo mówił nieustannie. Mówili, że tyran i niesprawiedliwy gbur, bo nawet żona i dzieci się go bały. Ale  mówili też, że u młynarza można zarobić, o ile wytrzyma się jego złośliwości. Córka rybaka, Delia, pomyślała: „Mam szesnaście lat i najwyższy czas iść do pracy. Idę do młynarza, nie boję się jego gadaniny, teraz najważniejszy jest stary ojciec”. Wiedziała, że gruby Pytel to łakomczuch, więc upiekła dla niego karpia, włożyła do swojej najpiękniejszej niebieskiej miski i przybrała ziołami.  Tak zaopatrzona poszła do młynarza prosić o pracę.

Ledwie weszła przez próg, jak usłyszała:

- A co taki chudy świerszcz chce w moim domu, pewnie przyszłaś prosić o pracę. Nie ty pierwsza dzisiaj i nie ostatnia, do roboty we młynie nie nadajesz się, ani do pracy w polu. Jestem teraz głodny i dlatego jeszcze bardziej niezadowolony. Moja lękliwa żona niemowa, poszła po sól do spiżarni.

Odwrócił się w stronę spiżarni i krzyknął:

- Jak ją znam, zaraz obiad przesoli. Widzisz świerszczu bosy, wszystko muszę sam przypilnować, od początku do końca każdy drobiazg. Ja sam muszę myśleć przy kole we młynie i przy garnkach w kuchni. Jak kto pomyśli za mnie, to zawsze źle pomyśli.

Delia bez słowa położyła pieczonego karpia na stole. Pytel na chwilę zamilkł, zajrzał do miski i rzekł:

- Ty jesteś znajda od rybaka Leona, pamiętam jak znalazł cię w koszyku na jeziorze. Dostał wtedy worek mąki ode mnie dla dziecka. Teraz tę mąkę odpracujesz przez trzy dni. Będziesz gotować dla wszystkich, potem możesz iść, gdzie chcesz. No, no… a karpia zjemy na obiad, teraz obierz ziemniaki.  

   Delia postanowiła odpracować mąkę sprzed szesnastu lat i wrócić do swojego cudownego, cichego domu, do pogodnego i skromnego ojca. Zabrała się do pracy w kuchni i nie zwracała uwagi na gderliwego Pytla. Pojawiła się z woreczkiem soli milcząca młynarzowa, pokazała Delii bez słowa co gdzie leży w kuchni i w spiżarni, po czym popatrzała na nową kucharkę z politowaniem i wyszła. Delia przygotowała obiad, przy stole usiadł Pytel oraz jego trzech synów, Franek, Szymon i Jurek. Młynarz wrzasnął na żonę do posiłku, po czym jadł i pouczał milczącą rodzinę.

Kiedy Delia podawała do stołu karpia, jej wzrok zatrzymał się na Franku. Franek miał rzęsy zakurzone od mąki, był smutny i piękny. Na drugi dzień, jak podawała obiad, Delii wydawało się, że Franek jest za delikatny do pracy w młynie. Trzeciego dnia drżała na myśl o kończącej się pracy u młynarza, bo pokochała Franka zbyt mocno, żeby odejść. Bardzo chciała przypodobać się Frankowi i upiekła na deser drożdżowe ciasto z konfiturą różaną. Myślała, że Franek choć spojrzy na nią przez chwilę, aby zobaczyć kto tak pysznie gotuje i piecze. Ale nic z tego nie wyszło, młynarczyk nie interesował się nową służącą. Za to stary młynarz zaczął wrzeszczeć:

- To rozpusta, w zwykły dzień nie dodaje się konfitury różanej do ciasta. Do konfitury trzeba dużo cukru, a my mamy młyn, nie cukrownię. A nawet, jeżeli miałbym cukrownię, to trzeba miarkować się…

Tak mówił głośno i długo. Kiedy pod wieczór Delia skończyła pracę, nie miała nadziei, że zostanie na służbie u młynarza.  Ukłoniła się i już chciała wyjść, kiedy młynarz zawołał:

- Bosy świerszczu, wychodzisz bez słowa i nie pytasz o dalszą pracę? Nic cię nie obchodzi, co będę jadł jutro na obiad, powinnaś odpracować konfitury, które z łakomstwa włożyłaś do ciasta.

Delia spojrzała na swoje buty, boso nie chodziła, wiedziała, że jest szczupła, ale do świerszcza nie była podobna. Choć ciasta z konfiturami nawet nie spróbowała, rzekła radośnie:

- Chętnie przyjdę jutro odpracować słodkie konfitury różane.

Zaś pomyślała: „Jutro jeszcze raz zobaczę Franka”.

Następnego dnia młynarz też mówił i mówił, aż pod koniec dnia rzekł:

- Nie mam wyjścia, zostawiam cię na służbie. Ktoś musi tutaj odpowiedzialnie i z zapałem gotować. Poza tym, umiesz słuchać z uwagą jak się mówi, nie jesteś głucha jak moja żona. Pozdrów ojca i przynoś często ryby. Wynagrodzę cię sprawiedliwie za wszystko. A, zapomniałem ci powiedzieć, ten karp w niebieskiej misce był wspaniały…

 

   
   

 

   
   

Rozdział IV  

Ucieczka z młyna

 

Nowa służąca cierpliwie wysłuchiwała pouczeń złośliwego młynarza z nadzieją, że jego syn Franek wreszcie ją zauważy, pokocha i razem uciekną z młyna szukać szczęścia. Ale ciągle smutny, zamyślony Franek nie zwracał uwagi na Delię.

Dni były podobne do siebie. Tylko w wieczory świąteczne, kiedy młynarz już mocno spał, młynarzowa siadała z synami i służącą przed gorącym piecem w kuchni. Wtedy czytała bajki, legendy, lub wspominała stare dzieje. Pewnego wieczoru opowiedziała im o zamku księcia Maurycego.

- Pamiętam, było to szesnaście lat temu. Niedaleko nas, na polanie w puszczy stał zamek księcia Maurycego i nagle zniknął. Do dzisiaj nikt nie zapuszcza się w pobliże gdzie stał zamek, ludzie mówią, że tam straszy. Ale wyobraźcie sobie, że wczoraj był u nas żebrak. Dałam mu posiłek i jałmużnę, byłam też ciekawa co biedak opowie o sobie. Otóż przyznał się, że był kiedyś strażnikiem na zamku księcia Maurycego i poczuwa się do winy za zniknięcie zamku. Opowiedział, że była wtedy wielka kolacja u księcia. Stał, jak zwykle, przy bramie. W pewnej chwili pojawiła się znana w okolicy wiedźma Pinia i chciała wejść do środka. Kiedy strażnik zagrodził jej drogę, Pinia postraszyła, że zaczaruje go w indora. Strażnik, choć był potężnym mężczyzną, przyznał się, że uciekł przed wiedźmą. Potem jak strach minął, wrócił na miejsce gdzie stał zamek, ale go nie znalazł. Od razu pomyślał, że to sprawka Pinii i jej zaczarowanego klejnotu. Ciągle żałuje, że wtedy uciekł. Wyrzuty sumienia pomieszały mu zmysły i nie może teraz pracować. Kochani, gdy strażnik poszedł sobie, pomyślałam, że Pinia dalej czaruje i nie dopuszcza nikogo do zamku. Tak to jest, że czary są blisko nas i zawsze trzeba czuwać!  

W czasie gdy młynarzowa opowiadała, Delia z niepokojem obserwowała Franka. Pierwszy raz widziała, jak zacierał ręce i mrużył oczy. Kiedy matka skończyła opowiadać, Franek zaśmiał się:

- Ha, ha, ja zdobędę pierścień Pinii i pozmieniam was w indory!

Bracia go wyśmieli, bo Franek bał się puszczy i nigdy tam nie chodził.

Ale na drugi dzień Franek nie pojawił się we młynie. Młynarz wrzeszczał, wyzywał Franka od nierobów. Szymon, Jurek i Delia szukali go, ale bez skutku, Franek zniknął. Bracia byli przekonani, że poszedł do puszczy szukać pierścienia Pinii. Na drugi dzień Szymon postanowił szukać Franka i pobiegł do puszczy. Trzeciego dnia po obiedzie uciekł Jurek, też nie mógł spokojnie pracować, bo paliła go ciekawość co robią bracia. Młynarz Pytel przeklinał synów:

- Leniuchy,  tchórze, uciekli od pracy w młynie, spotka ich nędza!

Zakochana we Franku Delia była załamana, wyobraziła sobie, że mogło go spotkać coś złego. Podeszła do młynarzowej i zdecydowanie rzekła:

- Oni poszli szukać zaczarowanego pierścienia. Pójdę za nimi i przyprowadzę pani synów.

- Łatwo jest wejść głęboko do puszczy, ale trzeba mieć dużo sprytu aby się wydostać.

- Trzeba mieć też trochę szczęścia, mądra młynarzowo. 

Młynarzowa pogłaskała służącą i była przekonana, że wszyscy synowie wrócą z Delią cali i szczęśliwi.

 

   
         
   

Rozdział V

Zakochany pies

  

Przemieniony w kamień książę nic nie widział, nie słyszał, nie mówił, tylko myślał i w myślach zadawał sobie pytania: „Po co, wracając z polowania, zaprosiłem obcą staruszkę z puszczy na kolację do zamku? Kto przypuszczałby, że to wiedźma Pinia i jak ona jest głodna staje się niebezpieczna? Czy można żartować z dziwnego gościa? Skąd mogliśmy wiedzieć, że nie zna się na żartach? Jak mogłem pomyśleć, że jej pierścionek jest zaczarowany? Jak mogłem podejrzewać, że Pinia, aby najeść się spokojnie, zmieni nas wszystkich w kamienie?”  - Odpowiadał sobie w myślach zawsze tak samo: „Moja głupota nie miała granic!”

I tak, nieostrożność księcia Maurycego doprowadziła do powstania opowieści o zaczarowanym pierścieniu wiedźmy Pinii. Na szczęście w opowieść uwierzył Franek.

Franek ciężko pracował u ojca we młynie i ciągle marzył o ucieczce gdziekolwiek, aby jak najdalej od młyna. Lecz dalej to była puszcza, można zabłądzić i zginąć, więc mielił ziarna i marzył do czasu, aż usłyszał opowieść o pierścieniu Pinii. Tej nocy Franek nie mógł spać i z samego rana wyszedł do puszczy na poszukiwanie zapomnianego zamku.

Chodząc po puszczy zauważył dziwnie wyglądającą zieloną górę. Z wielkim trudem przedzierał się przez zarośla, aż zobaczył murowane ogrodzenie. Wdrapał się na mur po pnączach dzikiego wina i zeskoczył na drugą stronę. Teraz pojawił się stary zamek, który był niemiłosiernie oplątany bluszczem. Franek pomyślał: „To pewnie tu znajduje się zaczarowany klejnot”. Wszedł do zamku i zaczął chodzić po piętrach, potykając się o porozrzucane wszędzie kamienie.

Nagle usłyszał z jednej komnaty donośne chrapanie. Zajrzał do środka i zobaczył na wielkim łożu śpiącą staruszkę; domyślił się, że to wiedźma Pinia. Podszedł bliżej, obok łoża na szafce leżał wielki pierścień. Już chciał podejść i zabrać go, jak potknął się o kamień i starucha podniosła głowę:

- Ktoś ty?

Franek z żalem spojrzał w stronę klejnotu i rzekł:

- Jestem Franek, syn młynarza. Szukam zaczarowanego pierścienia i podejrzewam, że to on leży na szafce.

Wiedźma wzięła do ręki pierścień i powiedziała:

- Zaraz się o tym przekonamy, czy o ten pierścień chodzi. Zobacz, pocieram go, a teraz, każę mu zmienić cię w kamień.

Ale stara najpierw zamyśliła się przez chwilę; potem rzekła:

- Wszedłeś po cichu. No tak, muszę mieć psa, będziesz szczekał, jak ktoś nieproszony wedrze się do zamku. Ja, wiedźma Pinia, rozkazuję ci pierścieniu zmień tego chłopca w psa.

I Franek zobaczył, że zamiast rąk i nóg ma psie łapy, więc krzyknął:

- Ratunku!

Ale słychać  było tylko głośne hau, hau, hau.

Pies Franek pomyślał: „Ani mi się śni, szczekać na nieproszonych gości”. Postanowił jak najszybciej uciec. Wybiegł z zamku, ale o ucieczce nie było mowy. Mur był wysoki, ale też mocno głęboki, nie dał się podkopać. Położył się pod krzakiem i planował jak uciec. Myślał przez resztę dnia i całą noc, aż na drugi dzień rano usłyszał szmery za murem, a potem zobaczył jak jego brat Szczepan zeskakuje z ogrodzenia. Pies Franek rzucił się w jego kierunku i krzyknął:

- Szczepku uciekaj, tu jest straszna wiedźma Pinia, zmieniła mnie w psa.

Ale zamiast słów słychać było tylko głośny szczek. Na to zjawiła się wiedźma i pogłaskała psa:

- Dobry, posłuszny piesek. A ty co tu chcesz?

Szczepan, patrząc z lękiem na psa, rzekł:

- Szukam mojego brata Franka.

Pinia ze złością krzyknęła:

- I dlatego wdarłeś się na mój teren, za karę zmienię cię w kamień.

Złapała za pierścień i już miała wymówić zaklęcie, kiedy doszła do wniosku, że przydałby się kot, bo w nocy myszy hałasują i spać nie dają.

- Zmieniam cię w kota, tylko nie uciekaj za mur, bo zaczaruję cię w kamień na zawsze.

I zmieniła Szczepana w kota, który natychmiast schował się za jej spódnicą z lęku przed psem. Kot Szczepan pomyślał: „Kamieniem nie chcę zostać, koszmar, ani mi się śni łowić myszy, okropność”. Ale potem nie miał wyjścia, łowił myszy, bo inaczej zdechłby z głodu.

Zaś pies Franek, dalej warował pod murem czekając z nadzieją, że ktoś przyjdzie na ratunek. Przysiągł sobie, że szczekać już nie będzie, bo zaraz Pinia przybiegnie. Trzeciego dnia usłyszał, że ktoś wspina się po murze i zobaczył na ogrodzeniu, swojego brata Jurka, który głośno zawołał:

- Franku, Szczepku czy tu jesteście?

Pies Franek rzucił się do brata z ostrzeżeniem i tylko przestraszył Jurka. Zaniepokojony kot Szczepan wskoczył na drzewo, jak zobaczył Jurka, zamiauczał rozdzierająco, choć wydawało mu się że krzyczy:

- Jurku, uciekaj, Pinia nadchodzi, podła baba, to nie żarty, tu się dzieją straszne rzeczy, czary i myszy do jedzenia, pies pilnuje, same okropności…

 Wrzask kota usłyszała wiedźma i przyszła zobaczyć, co się dzieje. Spojrzała gniewnie na Jurka, a ten spytał:

- Dzień dobry szanownej pani, nie chcę mącić w żadnym wypadku pani spokoju, ale szukam swoich braci, Franciszka i Szczepana, bo w puszczy zaginęli. Może szanowna pani widziała ich, lub wie coś na ten temat, ojciec jest bardzo rozzłoszczony, bo nie ma kto mielić we młynie.

Pinia pokazała palcem na Jurka:

- Złaź z ogrodzenia zabawna gaduło, porozmawiamy.

Jurek przy wśród pisków psa Franka i kota Szczepana zeskoczył na ziemię.

- Boję się psa i kota, może szanowna pani każe im się oddalić. Ja nie należę do tchórzy, proszę pani, ale pies ma zęby i kto wie czy ich nie użyje, do budy, uciekaj, dobry piesek, leży pies, ale wracając do rzeczy, może szanowna pani widziała dwóch chłopców, mogli to być moi bracia, Franek i Szczepan, proszę pani…

Pinia patrzała z rozbawieniem na Jurka i przerwała mu w pół zdania:

- Nie jestem szanowna, ani nie jestem pani i zaraz cię zmienię w kamień, albo….

Po tych słowach Jurek, zorientował się , że to wiedźma Pinia i rzucił się do ucieczki. Wiedźma potarła pierścień i powiedziała:

- O, nie uciekniesz i nie sprowadzisz pomocy. Rozkazuję ci pierścieniu, zmień chłopca w… w papugę, będzie mnie zabawiać rozmową. Tylko nie próbuj odlecieć, bo zaczaruję cię w szczura i kot cię złapie.

Kiedy Jurek został papugą, pomyślał: „Ani mi się śni zabawiać rozmową to stare babsko”. Papuga Jurek podleciała do góry, usiadła na gałęzi i zaskrzeczała:

- Będę siedział na drzewie, boję się psa i kota, szczurem też nie chcę zostać, okropna sytuacja, okropna, ratunku nie widzę, nie widzę, a ten wredny kot gapi się na mnie. Ej, ty, lubisz ptaszki podłe kocisko, ale ja się nie dam, sio!

Zadowolona z rozmownej papugi, Pinia poszła do zamku, oczywiście kot pobiegł za spódnicą wiedźmy, bo bał się psa.

Pies Franek pomachał smutno ogonem do papugi, potem położył się pod krzakiem i rozmyślał: „Więcej braci nie mam, kto nas uratuje?” – Wspomniał też o swoim ojcu młynarzu: „Uciekłem od ciebie, srogi ojcze, ale skąd mogłem przypuszczać, że zostanę psem, a moi bracia kotem i papugą.”

Leżał więc pies Franek pod krzakiem i wzdychał marząc o ratunku, kiedy nagle usłyszał wołanie zza ogrodzenia:

- Franku, Franciszku gdzie jesteś, odezwij się.

Pies Franek usłyszał głos Delii, służącej młynarza. Stanął na cztery łapy, ale nie szczekał z obawy przed wiedźmą, za to radośnie machał ogonem. Tymczasem, papuga zobaczyła z gałęzi drzewa, jak pies wymachuje ogonem i pomyślała: „Lecę zobaczyć co się dzieje”. Kot Szczepan widział ich z okna, więc wybiegł na dwór z ciekawości, dlaczego papuga zerwała się gwałtownie do lotu, a pies macha ogonem. Papuga Jurek, wzleciała nad mur i zobaczyła Delię, więc zaczęła wrzeszczeć:

- Delia, Delia uciekaj, tu jest Pinia, straszna Pinia, Pinia!

Delia zobaczyła papugę i usłyszała, że wrzeszczy ludzkim głosem.

- O, jaka wielka, kolorowa papuga i coś mówi.

Delia zaczęła wdrapywać się po pnączach dzikiego wina na ogrodzenie. Kot Szczepan wskoczył na mur i łasił się do Delii miaucząc:

- Uciekaj, sprowadź pomoc.

Pies Franek zobaczył, jak Delia po pnączach, zsuwa się z ogrodzenia i woła:

- Franku, Franku, czy jesteś tu?

Psie serce Franka mocno zabolało, gdy pomyślał: „Delio, jaka ty jesteś piękna i odważna. Gdzie ja miałem oczy, jak podawałaś pyszne ciasto różane! Delio, ja cię kocham. Do końca życia będę ci służył jak wierny pies”.

Podszedł powoli do ukochanej, położył się na ziemi i skamląc lizał ją po nogach. Delia w pierwszej chwili przestraszyła się psa, lecz zaraz pogłaskała go po grzbiecie i dalej przywoływała ukochanego:

- Franku, Franku...

Potem spojrzała na drzewo, gdzie rozpaczliwie trzepotała skrzydłami papuga, wrzeszcząc:

-  Ja jestem Jurek, w papudze siedzę, Delia sprowadź pomoc! 

Delia zaczęła zastanawiać się nad słowami papugi, lecz było już za późno na ucieczkę. 

Zwabiona wrzaskiem papugi, a potem wołaniem Delii, wiedźma Pinia zjawiła się i z groźną miną rzekła:

- Tego już za wiele, nawet nie pytam, po co przyszłaś, masz natychmiast zmienić się w kamień.

Potarła pierścień, ale Delia nie chciała zmienić się w kamień. Zdenerwowana Pinia potarła mocniej pierścień i rozkazała:

- Zmieniam cię w mysz, niech cię ten kocur łapie.

Ale Delia nie chciała zmienić się w mysz, ani nie chciała zniknąć z oczu wiedźmy. Pierścień nie słuchał poleceń.

Pinia ukryła złość i sprytnie rzekła:

- Pewnie szukasz synów młynarza, chodź za mną, pokażę ci, co robią.

Delia poszła za nią, aż do piwnicznych lochów w nadziei, że ujrzy Franka i jego braci. Lecz wiedźma zamknęła ją w ciemnicy i zarechotała:

- Krnąbrna dziewczyno, nie chciałaś być kamieniem ani myszą, więc tu cię zostawiam, zginiesz marnie. Wreszcie będę miała spokój.

Zamknęła drzwi, poszła do sypialni i schowała klucz pod poduszką, a nieposłuszny pierścień rzuciła ze złością w ciemny kąt. Wszystko to widzieli synowie młynarza i żal ściskał ich serca, ale cóż mogli zrobić będąc psem, kotem i papugą.

Nadszedł wieczór i wiedźma Pinia poszła spać. Ale zwierzęta nie spały, każde z nich myślało jak uratować Delię przed niechybną śmiercią. Najpierw kot Szczepan delikatnie wyciągnął klucz do piwnicy, spod poduszki wiedźmy. Trzymał go w pyszczku, ale nie bardzo wiedział, co robić dalej. Pies Franek przyniósł z kąta sypialni zaczarowany pierścień, pomachał ogonem i spojrzał na kota, potem na papugę, która siedziała wysoko na świeczniku pod sufitem. Wreszcie, zaczarowane zwierzęta nabrały do siebie zaufania.

Pies pomyślał, że trzeba pierścień jak najszybciej dać Delii i niech ona zmieni Pinię w kamień. Pokręcił porozumiewawczo pyskiem do kota i papugi, potem pobiegł do lochu, w którym siedziała zamknięta Delia. Kot z kluczem w pyszczku i papuga podążyli za psem. Zwierzęta stanęły przed zamkniętym lochem i słyszały płacz Delii zza drzwi, ale nie było nawet małej szparki, aby wcisnąć klucz.

Pies położył pierścień na ziemi i myślał, że to koniec świata. Kot położył klucz na ziemi i też myślał, że to koniec świata. Papuga patrzała na klejnot i głośno zaskrzeczała:

- Co robić, co teraz robić, kto wymówi zaklęcie do pierścienia.

Raptem papuga podskoczyła radośnie i wymachując skrzydłami, zaskrzeczała:

- Ja, Jurek papuga, umiem mówić, powiem zaklęcie.

Pies Franek i kot Szczepan znieruchomieli, a papuga Jurek potarła skrzydłem pierścień i powiedziała:

- Zmień mnie pierścieniu… zmień w prawdziwą postać ...

W tej chwili papuga zniknęła i pojawił się Jurek. Podniósł klucz i otworzył drzwi do lochu. Wyszła zapłakana Delia i spytała:

- A gdzie Franek?

Na to pies Franek błyskawicznie złapał pierścień do pyska, stanął przed ukochaną Delią na dwóch łapach i z niecierpliwością machał ogonem. Kot Szczepan z nadzieją ocierał się o nogi Delii, a Jurek opowiadał jak stał się papugą, potem złapał Delię za rękę i pociągnął do wyjścia.

Ale Delia stała i zastanawiała się, popatrzała na kota potem na psa.

- Jurku, zaczekaj, jeżeli ty byłeś papugą - to kot i pies mogą być...

Delia wyjęła psu z pyska pierścień i założyła na palec, potarła zaczarowane oczko i rozkazała:

- Zamień tego kota i psa w prawdziwe osoby.

Nareszcie Franek i Szczepan wrócili do ludzkich postaci, a Jurek złapał się za głowę:

- Oh, że ja nie domyśliłem się od razu kto wy jesteście, o ja głupia papuga!

Tymczasem Franek przytulał się do Delii:

- Delio, ja cię kocham, chcę być przy tobie na zawsze.

Delia tylko na to czekała:

- Warto było cierpieć, bo wszystko dobrze się skończyło.

Ale Franek ostrzegł:

- To jeszcze nie koniec. Tam na górze śpi wiedźma, uciekajmy cicho i szybko. Delia uśmiechnęła się.

- Nic nam nie zrobi, to ja mam zaczarowany klejnot.

Szli cicho do wyjścia i potykali się o leżące po drodze kamienie. Delię zastanowiło po co w zamku tyle kamieni i przypomniała sobie, jak Pinia, uporczywie chciała ją zmienić w kamień. Zatrzymała się i rzekła:

- Jeszcze chwilę poczekajcie, nie dziwią was te kamienie? Chodźmy zobaczyć co robi wiedźma, a potem spróbuję zamienić te leżące kamienie.

 Najciszej jak tylko można poszli do komnaty, gdzie spała Pinia. Zastali wiedźmę chrapiącą bardzo głośno i odetchnęli z ulgą. Delia nachyliła się nad kamykami i wyszeptała:

- Rozkazuję ci pierścieniu... zmień te kamienie w prawdziwe postacie.

Ledwie Delia potarła oczko klejnotu, jak pojawiło się mnóstwo ludzi. Przeciągali się jakby wstali z łóżek, bez świadomości, że przespali szesnaście lat. Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk kobiety:

- Nie ma dziecka, gdzie jest moja córeczka.

To krzyczała księżna, zaś książę już wiedział, że to sprawa wiedźmy Pinii, którą nierozważnie zaprosił do siebie na kolację. Zaczął więc pytać:

- Gdzie jest ta śmieszna staruszka, ludzie szukajcie jej.

Ktoś zawołał:

- Słuchajcie, ona jest w sypialni, śpi na łóżku.

Książę Maurycy z małżonką i kto był w pobliżu, wszyscy weszli do sypialni. Pinia obudzona krzykami, schowała się pod prześcieradło.

Książę krzyknął:

- Wyłaź starucho natychmiast, mów gdzie jest nasza córeczka.

Pinia wyjrzała spod pościeli i usiadła na łóżku, udawała, że nie wie o co chodzi. Była bezradna, bo nie miała zaczarowanego pierścienia, więc chciała jak najszybciej uciec.

- Książę, to było szesnaście lat temu, nie wiem o czym teraz mówisz.

Już chciała się wymknąć, ale książę zatrzymał wiedźmę i przypomniał jej:

- Był tu mały koszyk, a w nim becik haftowany z napisem Delia. W beciku leżała nasza maleńka córeczka.

Osaczona wiedźma zmarszczyła brwi, podniosła głowę, potem wymachując rękami i z pretensją w głosie, powiedziała prawdę:  

- Nie mogłam zjeść kolacji w spokoju, ta mała przeszkadzała mi. Kazałam ją w koszyku wrzucić do jeziora, tam jej szukajcie.

Na te słowa księżna zasłabła, wszyscy wydali szept przerażenia.

Delia oniemiała, wróciły jej wspomnienia: „Przecież w takim beciku, w koszyku pływałam po jeziorze… wyciągnął mnie mój ojciec Leon”. Podeszła do księżnej, której wracała przytomność:

- Proszę pani, u mnie w domu jest taki becik z napisem Delia.

Książę natychmiast zapytał:

- A gdzie dziecko?

Oczy wszystkich niecierpliwie wpijały się w Delię, która spuściła powieki i łzy popłynęły jej po policzkach. Chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu, aż wreszcie wyszeptała:

- To dziecko ma teraz szesnaście lat. To ja jestem, Delia.

Księżna przytuliła swoją córkę i wszyscy płakali ze szczęścia. Delia opowiedziała, jak rybak Leon wyłowił ją z jeziora.

Wiedźma Pinia skorzystała, że nikt na nią nie patrzy i chyłkiem uciekła do puszczy. Franek stał smutny, był przekonany, że traci ukochaną. Ale Delia podeszła do Franka i powiedziała:

- Oto Franciszek, który uwierzył w opowieść o zaczarowanym pierścieniu Pinii. Pierwszy przedarł się przez gęste zarośla do zamku księcia Maurycego. A to jego bracia, Szczepan i Jurek. Dzięki nim zamek znów ożył.

Goście bili brawo, Delia powiedziała do rodziców:

- Resztę opowiemy później, a teraz pożegnamy was na krótko. Muszę z moim kochanym Frankiem pójść do wsi, by tam podzielić się naszą radością.

Wyszli z zamku i szybko przedostali się przez zarośnięte ogrodzenie. Franek postraszył:

- Uwaga, miejcie baczność na wiedźmę!

Delia pokazała pierścień i zaśmiała się:

- Teraz ja mam czary we władzy, ha, ha, ha. I ja każę wrzucić do jeziora… ten klejnot!  

 

   
         
   

Rozdział VI  

Sto tortów

 

Delia i Franek szli do wsi i mieli sobie wiele do powiedzenia: 

- Franku, kiedy twój srogi ojciec przyjął mnie na służbę byłam pewna, iż nie wytrzymam dłużej niż trzy dni. Ale jak zobaczyłam ciebie, to serce kazało mi zostać na zawsze.

- Wybacz mi najmilsza. Ja nie patrzałem na ciebie, bo tyrania ojca zasłaniała mi świat. Dopiero jak go opuściłem, dotarło do mnie, że kocham ciebie.

Kiedy dochodzili do wsi, Delia zaniepokoiła się:

- Biedny mój ojciec Leon nie wiedział, że poszłam szukać ciebie, teraz pewnie płacze, że zginęłam. A co powie twój ojciec, Franku, bo cztery dni nie było ciebie we młynie. I co powie, jak dowie się, że jesteśmy w sobie zakochani.

- Już nie boję się ojca, ani jego kłujących słów. Nawet nie martwi mnie to, że będzie cierpiał, bo stracił wspaniałą kucharkę Delię.

Kiedy weszli do domu młynarza Pytla, w kuchni siedział zasmucony rybak Leon. Bardzo ucieszył się na widok Delii:

- Rozpaczałem, gdy nie wróciłaś do domu. Na szczęście młynarzowa była pewna, że wkrótce przyjdziecie z puszczy.

Delia przytuliła się do Leona, Franek cieszył się z matką i braćmi, opowiadał, co się wydarzyło.

Nagle do kuchni wpadł młynarz Pytel i od razu wykrzykiwał:

- O, podli uciekinierzy, po co wracaliście do domu, precz mi z oczu natychmiast. A ty, znajdo, świerszczu bosy, jak śmiesz wchodzić do mojego domu.

Na to Franek gniewnie odezwał się do ojca:

- Nie pozwalam tak mówić do Delii, mojej narzeczonej. Raczej powiedz coś dobrego, bo zaraz wyjdziemy i więcej nas nie zobaczysz.

Młynarz Pytel zmarszczył brwi, rozejrzał się po wszystkich i spytał:

- O czym on mówi, może któraś gęba wytłumaczy mi, o czym on mówi. To jest zupełnie niemożliwe, aby ta znajda, ten bosy świerszcz, ta służąca, zabrała mi syna Franka. 

Wreszcie, młynarzowa przerwała potok słów męża:

- Wysłuchaj co się stało, a potem mów, ile zechcesz. Otóż, szesnaście lat temu, przy pomocy zaczarowanego pierścienia, wiedźma Pinia zmieniła wszystkich gości księcia Maurycego w kamienie. Zaś maleńką córkę księcia kazała wrzucić z koszykiem do jeziora. Tak, tak, wtedy Leon wyłowił w koszyku prawdziwą księżniczkę. Teraz, po latach, nasi synowie i Delia, poszli do puszczy, dzielnie wykradli zaczarowany pierścień Pinii i odmienili zło wyrządzone przez wiedźmę. Delia nie jest już twoją służącą.

Czerwony ze złości, młynarz Pytel nie uwierzył w słowa żony i spojrzał z pogardą na zebranych. Nagle zmienił się na twarzy, bowiem zauważył połyskujący pierścień na palcu Delii. Dopiero teraz dotarła do niego prawda, że nie ma już wiele do powiedzenia. Rzekł więc złośliwie:

- Jednak pamiętajcie wszyscy, że znajda do mojego domu boso przyszła, a księżniczką wyszła.

Wprawdzie, młynarz Pytel nigdy nie przebaczył synom, samodzielnej ucieczki z młyna do puszczy, to - na wesele Delii i Franka kazał upiec sto tortów. Sto tortów przekładanych słodką konfiturą z płatków dzikiej róży.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
         
         
         
         
 

 

            

 

 

 

HOME

 

 

ZAPROSZENIE NA KOLACJĘ © Rita Vespa 2013