Rita Vespa

 

CZTERECH STRAŻNIKÓW

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Trzech strażników pilnowało królewskiego zamku, a nudę wypełniali rozmowami. Pewnej nocy, kiedy na zamku był wielki bal i piękna muzyka płynęła przez okna, strażnik Paweł rozmarzył się:

- Jakbym był bogaty to mógłbym zdobyć księżniczkę za żonę.

Na to rzekł Ambroży:

- Pieniądze mogą ci ukraść, ale jak masz wielki talent to piękne panny szaleją za tobą. Ot, wystarczy mistrzowsko grać na fujarce i wtedy łapiesz pannę w sidła sztuki, ot i cała sztuka, ha!

Zakończył mocnym ha, i spojrzał na trzeciego kolegę. Wtedy rzekł Michał:

- Pieniędzy trzeba pilnować, talent trzeba ćwiczyć, strasznie dużo z tym zachodu. Ja wolałbym posiadać szczęście, wtedy księżniczka sama ciebie zdobywa. A ty łaskawie dajesz się złapać.

Strażników marzenia rozwiałby wiatr, ale ich rozmowę usłyszał Duch zamkowy. Duch postanowił dać im szansę spełnienia życzeń, więc odezwał się:

- Spróbuję zrealizować wasze marzenia, ale musicie mi pomóc.

Strażnicy zaniepokoili się, bo nie widzieli nikogo oprócz siebie. Za chwilę, znów usłyszeli głos:

- Nie bójcie się, jestem dobrym Duchem waszego zamku. Zaraz wyjaśnię wam dokładnie, co macie robić. Otóż, rano na parapecie strzelnicy będzie leżała lina. Trzeba wyjrzeć przez okno i zwabić swym czarem przechodzącą na dole księżniczkę. Następnie należy zrzucić koniec liny wybranej panience i wciągnąć ją do góry. Kiedy upragniona księżniczka znajdzie się w ramionach strażnika, będzie jego na zawsze. Spokojnej nocy życzę!

Zaległa cisza. Po chwili odezwał się Paweł:

- Czy słyszałem mowę Ducha, czy ktoś robi żarty?

 Drugi strażnik Ambroży, który wierzył w siłę talentu, zasmucił się:

- Przykro mi, ale ja nie umiem grać na fujarce. Trzeba jednak przyznać Duchowi, że jego propozycja jest porywająca.

Trzeci, Michał poczuł dreszcz lęku i rzekł:

- Lepiej chodźmy stąd.

Przez resztę nocy strażnicy drwili z czarów. Rano, jednak przekonali się, że Duch był i mówił prawdę. Lina leżała w oknie strzelnicy, ładnie zwinięta. Mało tego, strażnik Paweł ubrany był w bogaty strój, a kieszenie miał pełne złotych monet. Paweł wyjrzał ze strzelnicy w dół. Do ziemi było, co najmniej trzy metry. Potem spojrzał na zdziwionych kolegów, pomachał do nich ręką i wyszeptał:

- Idźcie sami pilnować zamku, ja będę czekać na księżniczkę.

Paweł sięgnął do kieszeni, dotknął chłodnych monet i poczuł spełnienie marzeń. Otumaniony szczęściem, zerkał na dół i zauważył zbliżającą się pannę. Była to piękna księżniczka, niezwykle elegancka, rozglądała się na boki jakby czegoś szukała. Paweł wychylił się mocno ze strzelnicy i głośno chrząknął. Panna spojrzała na niego z zachwytem i pomachała mu ręką. Strażnik szybko zrzucił koniec liny na sam dół i powiedział: 

- Trzymaj mocno linę, a ja ciebie wciągnę na górę.

W pierwszej chwili panna złapała za linę, lecz po namyśle powiedziała:

- Cóż to za maniery, ty zejdź po mnie na dół.

Paweł pokręcił głową:

- Ja nie mogę zejść na dół, bo posłusznie wykonuję przepowiednię. Będziesz moją żoną, ale pod warunkiem, że wciągnę cię po linie na górę.

Księżniczka rozejrzała się czy ktoś nie widzi, co ona robi i rzekła:

- Nie wiem czy mówisz prawdę, ale ta zabawa mnie zainteresowała.

Złapała linę i zwinnie pięła się do góry. Strażnik musiał mocno wychylić się i zaczęły mu wypadać monety z kieszeni. Brzęcząc, spadały po pochyłym murze w dół. Paweł jedną ręką złapał się za kieszeń, wtedy z drugiej ręki, lina wymsknęła się i panienka spadła na ziemię. Zła, potłuczona wstała z ziemi i pomstując na niedoszłego męża, uciekła. Paweł włożył rękę do kieszeni, ale to była pusta kieszeń mundurowego, bogaty strój zniknął. Stał długo rozżalony, zanim podeszli jego koledzy. Opowiedział im o tym, co się stało. Ambroży go pocieszał:

- To głupi Duch robi nam kawały i...

I nie skończył zdania. Zobaczył w oknie strzelnicy zwiniętą linę, zaś w swojej dłoni trzymał drewnianą piszczałkę. Nigdy nie grał na żadnym instrumencie i zrobiło mu się przykro. Mimo to, przyłożył fujarkę do ust i drżącymi dłońmi próbował grać. W tym momencie usłyszał zaczarowane dźwięki, najpierw były to delikatne i wolne tony, potem biegły coraz szybciej i weselej pobudzając do szczęścia. Przechodząca dołem księżniczka przystanęła oczarowana muzyką. Ambroży, którego też opanowała melodia nie zauważył słuchaczki. Dopiero koledzy zaczęli go szturchać, aby zrzucił linę. Strażnikowi żal było przerwać grę, więc jedną ręką przyczepił do paska spodni linę i zsunął jej koniec w dół.

Krzyknął:

- To jest przeznaczenie. Chcesz mnie za męża to wspinaj się.

Mając wolne ręce mógł dalej udawać grę. Rozanielona księżniczka zaczęła wspinać się do góry. Kiedy była w połowie drogi, stary pasek od spodni nie wytrzymał i rozerwał się. Księżniczka spadła, potłuczona i zapłakana uciekła. Piszczałka zaczęła fałszować, więc Ambroży cisnął ją przed siebie i krzyknął:

- Czarcie kpiny!

Trzeci strażnik, Michał powiedział:

- Moi kochani, ja mam obiecane szczęście. Mnie do szczęścia nie jesteście potrzebni, więc idźcie pilnować bramy, aby wam nie uciekła.

Stanął spokojnie przy oknie i pogłaskał czekającą na niego zwiniętą linę. Nagle zauważył jak dołem szła rozkapryszona, znudzona księżniczka i mówiła do siebie:

- Dosyć mam już bogatych i pięknych zalotników. Dość mam turniejowych walk o moją rękę. Wyjdę za mąż za pierwszego, kogo spotkam.

Stanęła i zaczęła rozglądać się dookoła. Ale nikogo nie było. Wzięła się pod boki, spojrzała w górę na mury i spostrzegła wlepione w siebie oczy strażnika Michała. Zapytała:

- Czy zgadzasz się być moim mężem?

Tylko na to czekał trzeci strażnik i powiedział:

- Zgadzam się, ale jest jeden warunek, musisz złapać linę, a ja cię wciągnę.

Księżniczka bez namysłu złapała linę i wspięła się na górę. Kiedy przesuwała się przez otwór, jej buciki spadły na dół. Stanęła boso przed strażnikiem, a ten chciał ją złapać w ramiona. Ale ona odsunęła się:

- Zaraz, niech sprawdzę czy mnie kochasz.

Strażnik zapewnił ją:

- Ależ kocham cię tak bardzo, że za chwilę możemy iść do ślubu.

I znów próbował ją złapać, ale ona rzekła:

- Do ślubu nie pójdę boso. Nie wypada.

Spojrzała w dół, gdzie leżały jej buciki. Michał powiedział:

- No, trudno, złaź po buty, zaczekam.

Po czym zsunął na dół linę z księżniczką. Ta założyła buty, spojrzała w górę i powiedziała:

- Trzeba było samemu zejść po moje buciki. Jeżeli mam mieć takiego leniwego męża, to wolę być sama do końca życia.

I poszła sobie.

Michał czuł się oszukany. Wrócił do kolegów i wygrażał na Ducha okropnie:

- Wredny Duch, już ja mu pokażę.

 Potem mówili zgodnie chórem:

- Już my mu pokażemy!

Kiedy strażnicy złorzeczyli Duchowi, akurat wracała z balu królowa i zdziwiona zapytała:

- Komu wygrażacie? Co tu się dzieje?

Strażnicy nie bacząc na to, czy im królowa uwierzy czy nie, opowiedzieli o Duchu i czarach. Królowa pocieszała strażników:

- Mało wam brakowało do szczęścia, może uda się następnym razem.  

Potem westchnęła głęboko i powiedziała:

- Wy pewnie nie wiecie, że mój małżonek też był kiedyś strażnikiem na zamku! Pierwszy raz jak mnie zobaczył, to z miłości zemdlał i musiałam go cucić. Będąc w moich ramionach otworzył oczy, wtedy zakochałam się w nim, bez pamięci. Nawet teraz, czasem słabnie na mój widok, bardzo lubię go wtedy ratować. Powiem wam, że zostawiłabym całe królestwo dla mojego ukochanego.

Strażnik Paweł otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i spytał:

- Królowo, to co mamy robić następnym razem?

 Królowa zdecydowanym tonem rzekła:

- Jak będziecie myśleć tylko o sobie, kombinować i oszukiwać, to nic dobrego nie wyjdzie. Ja polecam prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia, ona daje siły na resztę życia. Och, jaki ten wczorajszy bal był nudny, jak wszystkie, niestety. Idę spać, do zobaczenia!

Królowa poszła do swoich komnat a strażnicy mieli nowy temat do rozmowy.

- Nasz król, toż to czwarty strażnik na naszym zamku! – Rzekł Paweł a Michał dodał:

- Może to prawda o królu strażniku, lecz w to, że bale są nudne nie uwierzę nigdy!

- A w duchy wierzysz? – Zapytał Ambroży.

- Zaraz, zaraz zobaczymy czy leży lina zamkowego Ducha. - Powiedział Michał, podszedł do okna strzelnicy, potem odwrócił się i rzekł:

- Lina zniknęła, ale to jeszcze nie znaczy, że Ducha nie było. On z pewnością zabrał linę. Zrobiło mu się głupio, bo mu czary nie wyszły.

Paweł z uśmiechem pokiwał głową i zażartował:

- Myślę, że Duchowi pomyliło się łowienie ryb z polowaniem na księżniczki. Dajcie już spokój, strażnikom nie wypada wierzyć w duchy.

Ambroży był innego zdania i z radością powiedział:

- A mnie ten Duch przydał się. Przysięgam, od dzisiaj uczę się grać na fujarce, potem założę kapelę i posłuchajcie, jeszcze zagram na waszych weselach!

 

  

 

 

 

◄HOME                                            Linoryt: Kasper Ax                                         Copyright © Rita Vespa 2017