Rita Vespa

UCZTA

 

 

                                                       

 „...Bardzo przepraszam, ktoś pomylił duszę z ciałem…

 

 

 CO ROBIĆ, ABY ZAROBIĆ - Taki był temat zebrania artystów plastyków, gdyż od ponad roku nikt nie sprzedał, nawet jednego dzieła. Po kilkugodzinnej dyskusji uczestników dopadło zmęczenie. Wtedy ktoś dramatycznym głosem rzekł:

- Sztuka umarła, grozi nam poniżenie. Nawet gdybyśmy podjęli głodówkę, nikt tym nie zainteresuje się. Jesteśmy niepotrzebni, jesteśmy bankrutami. Jedyne wyjście, to rozwiązać stowarzyszenie. Prezes ciężko westchnął i smutnym głosem zapytał:

- Kto jest za rozwiązaniem?

Niestety, wszyscy byli zmuszeni podnieść rękę do góry.  Na końcu spotkania ktoś zaproponował:

- Teraz wypada to oblać i przy okazji, co nieco zjeść, jestem strasznie głodny.

Na tę propozycję, prezes niezwykle ożywił się:

- To jest niezła myśl. Ale coś ciekawszego zaproponuję: zróbmy sami prawdziwą ucztę. Ucztę pożegnalną, na jakiej nikt jeszcze nie był. Kto jest za? Wszyscy zgłosili swój udział.

Od tej chwili artyści z energią, zabrali się do realizacji postanowienia. Ambicje każdego z nich i upodobania, przelały się na sztukę kulinarną z nadspodziewanym efektem. Ceramicy wykonali zestaw talerzy i półmisków, który nazwali „Zastawą Picassa”, a projekt jadłospisu, jednego z grafików, był dziełem sztuki pozadyskusyjnym.

Ale najbardziej intrygujące były propozycje w kartach dań: „Jarzyny Arcimbolda”, „Pieczone jabłka Cézanna”, „Szklanka wody Chardina”, „Befsztyki Rembrandta smażone, na oleju słonecznikowym van Gogha”, „Jajka sadzone Velįzqueza”, „Tarta Hedy”, „Mus pomarańczowy Zurbarana”, „Zając Dürera w kapustach Snydersa”, „Absynt Degasa”, „Piwo Brouwera”, „Koktail Kandinskiego”, „Złota kaczka konserwowa Kossa”, „Pierniki z Willendorf”,  „Tort Wachowiaka”, „Zupa cytrynowa Castellini” i wiele innych propozycji, zaś szef kuchni polecał „Babeczki Bouchera”.

Uczta zapowiadała się na dzieło sztuki, nie tylko kulinarnej, ale i artystycznej. Prezes postanowił zaprosić znanych żarłoków, dyplomowanych gastronomów, jak i mecenasów sztuki.

Kiedy nadeszła godzina degustacji, plastycy z niepokojem zastanawiali się, czy w ogóle ktoś przyjdzie. Ale ich obawy szybko rozwiał tłum nadchodzących gości, na czele z ministrem kultury. Prezes przywitał wszystkich płomiennym przemówieniem i otworzył drzwi, zapraszając na ucztę.

Goście weszli radośnie do sali jadalnej i z podziwu zastygli na dłuższą chwilę.

Na stołach wszystko było apetyczne, pachnące, świeżutkie, a niektóre dania na półmiskach, do złudzenia przypominały obrazy wielkich mistrzów. Goście z rozczuleniem, delikatnie dotykali talerzy z „Zastawy Picassa” i gładzili malowane obrusy.

Podczas fetowania, wszyscy prześcigali się w pomysłach, co można jeszcze nowego dokonać, aby innych oczarować. Nawet sam minister kultury rzucał ciekawe uwagi i przy czerwonym barszczu z uszkami szepnął do prezesa:

- Jutro, panie prezesie, przychodzę na śniadanie Moneta.

Uczta udała się. Było po prostu pięknie! Pod koniec wstał prezes i powiedział:

- Teraz zdradzę tajemnicę, dlaczego urządziliśmy przyjęcie. Otóż nasze stowarzyszenie upadło i rozwiązało się. Jesteśmy w tej chwili na uczcie pożegnalnej.

Szum zdziwienia przeszedł szybko w ostry sprzeciw. Ktoś przekrzyczał pozostałych:

- Panowie, pomóżmy im przetrwać kryzys. Przecież ci wspaniali artyści nie mogą ginąć z głodu! - I tu nastąpiły pochwalne przemówienia znamienitych gości, którzy zamówili następne uczty, mało tego, obiecali sowicie wynagrodzić artystów za tę usługę.

Wreszcie, po namowach, wstał prezes i rzekł:

- Ogłaszam, że na okres kryzysu w plastyce, otwieramy restaurację pod nazwą: Uczta.

Tak też się stało. Usługi kulinarno - artystyczne szybko nabrały rozgłosu i już nikt z plastyków nie martwił się, co robić, aby zarobić. Przy stołach w „Uczcie”, było pełno konsumentów i tak jest do dnia dzisiejszego.

Tu można by zakończyć opowieść, ale korci mnie, aby opisać jeden z wieczorów autorskich, które miały miejsce w restauracji. Ciągle mówi się o tym, jako „Czarna uczta Liliany”, gdzie naruszono dobre imię plastyków – kucharzy.

Otóż: Wszyscy czekali z ciekawością na nowy popis kucharski, a tym razem tajemnica była pilnie strzeżona. Kiedy autorka, Liliana, otworzyła drzwi do sali jadalnej, tłum wystrojonych gości wcisnął się do środka wesoło i głośno. Po chwili wszyscy zamilkli, na widok szokującej martwej natury.

Z sufitu zwisały, lekko balansując, olbrzymie wypchane kruki z rozpostartymi skrzydłami. Pod nimi, na stole, w czarnej zastawie na czarnym obrusie rozpościerał się widok jakby z czarnego snu. Pośrodku stała wielka góra z kości drobnych zwierząt, misternie uformowana na kształt zigguratu, a na czubku leżała ludzka czaszka. Dookoła tej budowli, stały naczynia szklane podobne sfinksom, wypełnione treścią wziętą jakby z horroru. Przy talerzach nie sztućce, lecz małe, wyprostowane żmije. Gdzieniegdzie leżały kamienie, a w czarach dziwna, żywo czerwona ciecz.

Wszyscy myśleli, że to żart przed ucztą i zajrzeli do karty dań. A tam można było przeczytać: Menu ascetyczne daje do wyboru: - „Owies i siano”. To była najmilsza propozycja, gdyż potem występowały zestawy, których nazw przez grzeczność nie przytoczę. A szef kuchni polecał: - „Post”. Zniesmaczeni goście zaczęli szukać wykonawcy tego obrzydliwego przedstawienia, nikt nie miał pojęcia, o co chodzi.

Wreszcie autorka wieczoru, Liliana, stanęła koło stołu i z bardzo poważną miną rzekła:

- Przedstawiam państwu dzieło pod nazwą: „Głód sztuką duszy”. Być głodnym to wielka sztuka, kiedy dookoła pełno żarcia. Zapamiętajmy sobie do końca życia ten wieczór. Wieczór wstydu, że za dużo jemy. Wyznam bez skruchy: Miały być przepiórki, ale na szczęście odleciały. To wszystko, co mam do powiedzenia. Dziękuję za liczne przybycie.

Oburzeni goście zaczęli wychodzić. Zaskoczony i zdenerwowany prezes, próbował ratować sytuację. Przepraszał osobiście wszystkich wychodzących, powtarzając w kółko:

- Bardzo przepraszam, ktoś pomylił duszę z ciałem. Proszę nie tracić zaufania do naszej kuchni. Następnym razem osobiście wszystkiego dopilnuję.

Na następną ucztę znamienici goście przyszli, ale na specjalne zaproszenia prezesa. Przyszedł oczywiście ludzki tabun głodny skandali. I wszyscy, kiedy przekraczali próg sali jadalnej, z niepokojem rozglądali się dookoła.

Na tym można by zakończyć wspomnienie, ale mnie korci, aby przytoczyć niektóre wpisy z księgi pamiątkowej. Po czarnej uczcie, zawiedzeni i głodni ludzie pisali:

 

 „Wychodzę, jestem głodny jak czarna dziura. Fizyk”,

 

„Wspaniała uczta sadystyczna. Wielbiciel, masochista”, 

 

„Coś w tych kościach jest. Szpik”,

 

„Z szokiem do sławy, władzy! Liliano, Hyde Park spełni twe żądze. Sufler”

 

„Uwij, Liliano, parę skrzydeł i wzleć wysoko, wysoko.

Tam na górze oddychaj głęboko, radośnie.

Sztuka jest miłością, a Twoja uczta to gorzki piołun. Starsza pani”,

 

„Po prostu nie umiesz gotować. Dyplomowany enolog i gastronom”,

 

„To jest chore. Przyjmuję między 16 a 20. Psychiatra”,

 

„Szachrajka. Szaman”.

 

 

 

 

 

 

◄POWRÓT                                                                                       Copyright © Rita Vespa 2006

 

 

 

Uczta